Ludziska moje ukochane... Okazało się, że ktoś tu jeszcze zagląda :o Bardzo mnie to ucieszyło i kopnęło w dupcię mą wielce seksowną xDD ;-; Ale tak na poważnie.. Wiem, że tak odjebałam z tym rozdziałem, ale ostatnia klasa, czyli roboty było i do tego ma teraz mega stresa ;--; Postaram się coś dodać i tak się zbiorę, że w tym miesiącu coś na pewno się pojawi, a jak nie to mnie nabijcie na pal. ._.
Ps. Bardzo dziękuje Anonimowi, albo dwóm.. (Nie wiem czy to były dwie różne osoby) za skomentowanie ^.^ 6 rozdział naprawiony ;p
Kocham Was i mam ciszą nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta ;--;
~Feniksa
niedziela, 15 czerwca 2014
piątek, 21 marca 2014
Rozdział 29: Bal Jesienny część 2
Przepraszam!!!
Aż głupio mi tutaj wchodzić... Boję się sprawdzać, kiedy obiecywałam nowy rozdział :c Wiem, że tłumaczenia tutaj nic nie pomogą, ale na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że ostatnio stres zżera do tego poziomu, że moja wena jest na kompletnym minimum... Wybieranie nowej szkoly, przez ostatnie dwa tygodnie chodzenie po lekarzach i straszenie operacją, której i tak nie będzie... Do tego w szkole nawał obowiązków ._. Jeszcze raz bardzo Was przepraszam i mam nadzieję, że ktoś jeszcze czeka na nową notkę ._.
Zapraszam do czytania i komentowania (można bić, krzyczeć i co tam jeszcze chcecie)
...Zapłaciwszy, wyszli ze sklepu, bogatsi o dodatkową szatę.
- Która godzina?
- Pięć po pierwszej. - odpowiedział Ron.
- To może skoczymy na kremowe by rozluźnić się przed balem?
- Ymm... Czytasz w moich myślach. - powiedział rozmarzonym głosem.
- No to...
- Kierunek! Trzy miotły!!
- Hej ho, hej ho...
- Na piwko by się szło!!
- Hej ho, hej ho, hej ho, hej hooooo!
- Upić by się szłoooo!
- Hahahaha no kariery muzycznej to my nie zrobimy - śmiał się Harry.
- Ale za to jako stali bywalcy Trzech Mioteł to już tak!
- Hehehe co racja to racja. O! Patrz! Nasze królestwo...
- Merlinie... Tyle wygrać...
- Ziemia obiecana...
- Co? - zdziwił się Ron.
- Ech... Nic, nic... Wchodzimy!
...
Weszli do środka, kurtki powiesili na wieszaku przy wejściu i usiedli przy jednym ze stolików. Prawie od razu podszedł do nich młody kelner.
- Co podać?
- Trzy kremowe piwa, jedno z imbirem. - powiedział automatycznie Harry, a rudzielec wybuchł śmiechem. Gdy Gryfon uświadomił sobie swój błąd również parsknął śmiechem, a gdy spojrzał na zdezorientowanego kelnera powiedział dusząc się ze śmiechu:
- Prze... Przepraszam. Dwa piwa kremowe.
- Dobrze, zaraz będą. - Tak jak powiedział kelner, po jakiejś minucie pojawiły się przed nimi dwa kufle.
- Ech te wspomnienia... - rozmarzył się Ron. - Pamiętasz jak w trzeciej klasie, zaczęliśmy się razem wymykać, bo nie miałeś pozwolenia od wuja? Nawet Hermiona dała się namówić i poszła z nami kilka razy, oczywiście nie wliczając w to sytuacji, kiedy zrywaliśmy się z zajęć...
- Ta pamiętam... A pa..pa..miętasz -zielonooki trząsł się ze śmiechu - jak wpadliśmy na Filcha i...i... zaczęliśmy spierdalać pod peleryną, a w końcu wpadliśmy do jakiejś klasy, a on tam klną na korytarzu hahaha....
- O Boże.... to było epickie! -Weasley otarł łzy śmiechu.
- Potem napatoczyli się Crab i Goyle i dostali szlaban...
- Idioci nie wiedzieli o co chodzi, a za karę musieli myć kible...
- Szkoda, że za niedługo trzeba opuścić te mury... - posmutniał Harry.
- Taa..., ale przecież to nie oznacza końca naszej przyjaźni! - klepnął go w plecy Ron - Nie zapomnij, że jeszcze szkolenia aurorów przed nami! - Na te słowa Harry wydusił z siebie coś w stylu "mhh"
- No co? Nie mam racji? - zdziwił się.
- No bo widzisz... Ja chyba spasuję...
- Ale z czym? - rudzielec chyba oszukiwał sam siebie, że nie wie o co chodzi.
- Nie chcę być aurorem... - na te słowa Gryfon zakrztusił się swoim piwem.
- COO?! Harry! To było nasze marzenie! Mieliśmy chodzić na wspólne misje! Ratować świat!
- I właśnie o to chodzi... Ratować świat! A co ja? Batman?
- Yyy kto?
- Nieważne... Chodzi mi o to, że od 11 roku życia mam ratować świat! Nawet nigdy nie myślałem o sobie pod tą ciągłą presją... "Złoty Chłopiec nas uratuje!"... Ten Wasz Złoty Chłopiec nawet nie wiedział przez długo czas, że jestem gejem... Odkryłem to dopiero w te wakacje... Nigdy wcześniej się nawet nie domyślałem...
- Nie wiedziałem, że tak to odczuwasz...
- Ale nie jesteś na mnie zły?
- No coś ty! Na ciebie?! Jesteś dla mnie jak brat! - Ron zrobił dziwną minę.
- No co?
- Jak się dowiedziałeś, że jesteś gejem? - Harry rozszerzył oczy ze zdziwienia - Ej! sam poruszyłeś ten temat, a mnie ciekawość zżera!
- A nie polecisz z tym do Proroka?
- Żartujesz? Przegapić taką okazję na niezłą kasę? Opowiadaj, no już! - Gryfon prawie podskakiwał na krześle.
- Ech... No powiem, bo inaczej zaraz tu coś rozwalisz....
"To było jakoś w trzecim tygodniu wakacji.... Dursley'owie wyjechali na wakacje. Przez pierwszych kilka dni siedziałem w domu, bo oczywiście miałem do zrobienia mnóstwo rzeczy, ale jak już skończyłem. to po prostu mi się nudziło, więc wyciągnąłem pieniądze, które w roku szkolnym wymieniłem na mugolskie i postanowiłem, że muszę sobie kupić jakieś ubrania, w których nie będę wyglądać jak menel. Wszedłem do pierwszego sklepu i okazało się, że jestem wybrednym klientem, bo nic nie kupiłem, tak samo było w dwóch następnych, ale w końcu znalazłem swój raj. Obłowiłem się lepiej niż niejedna dziewczyna, a ekspedientka, która pomagała i dobierać ubrania, dała mi na koniec swój numer telefonu! Nie zrobiła tego jawnie oczywiście... Napisała mi go na paragonie. Gdy wreszcie wyglądałem jak człowiek postanowiłem, że odwiedzę fryzjera i muszę powiedzieć, że nie pożałowałem tej decyzji. Strzygł mnie młody praktykant, ale widać, że widział w tym pasję... I właśnie tu cała historia się zaczyna... Nie wiedziałem o co chodzi z tym pożądliwym spojrzeniem fryzjera... A teraz wiem co oznaczały te jego wszystkie podteksty... Muszę powiedzieć, że do tego też miał talent.. W każdym bądź razie opuściłem salon i dziwnym wyrazem twarzy typu: "Ale o co chodzi?" , a fryzjer uśmiechnął się do do mnie zadziornie. W drodze to domu, wstąpiłem jeszcze do supermarketu, żeby kupić sobie coś do jedzenia, bo oczywiście wujostwo nie zostawiło mi nic do jedzenia... No nie licząc czerstwego chleba. W tamtym momencie cieszyłem się, że musiałem gotować od najmłodszych lat, bo przynajmniej nie miałem problemów ze zrobieniem sobie czegoś do jedzenia. Jak zjadłem to wziąłem do rąk gazetę i znalazłem tam informację, że w jednym z clubów odbędzie się "Melanż Ostateczny". Chyba nie muszę mówić, że gdy tylko to przeczytałem, od razu poszedłem się ubierać. Strażnik na bramce na szczęście nie robił problemów by mnie wpuścić. Przekroczyłem próg drzwi, przeszedłem małym korytarzem,skręciłem w prawo i na tym skończył się mój spacerek bo w środku było tyle ludzi, że nie było szans by cokolwiek zobaczyć, więc dałem się porwać tłumowi i wylądowałem przy barze. Od razu zamówiłem sobie drinka, którego wypiłem duszkiem, bo droga do clubu nie była najkrótsza, a w środku było stanowczo za duszno. Odstawiłem szklankę na bok, a barman zaraz postawił obok mnie kolejną.
- Przepraszam, ale ja nic nie zamawiałem. - zdziwiłem się.
- To od tamtego pana. - poinformował mnie wskazując na nieznajomego faceta. Zdziwiłem się, ale zacząłem pić. W pewnym momencie na nieznajomego, padło światło z parkietu i rozpoznałem w nim tego dziwnego fryzjera. Uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie, żeby podziękować mu za drinka, a on oblizał powoli swoje pełne wargi. Potrząsnąłem głową, sądząc, że pewnie było to skierowane do jakiejś dziewczyny, ale żadnej koło mnie nie było, więc znów podniosłem wzrok na fryzjera z pytającym wyrazem twarzy, a jego wargi poruszyły się i mogłem z niech odczytać dwa słowa: "Ty. Chodź." Potem machnął głową, jakby chciał mnie przywołać i ruszył przed siebie, wstałem, ruszyłem za nim i wylądowaliśmy w jakimś ciemnym kącie.
- Witaj piękny...
- Ymm... Cześć
- Mam propozycję... Może darujemy sobie te gry wstępne i przejdziemy od razu do rzeczy... Chodźmy do mnie.
- CO?! Ty myślisz, że ja? Nie jestem gejem... - zaśmiałem się nerwowo.
- Oczywiście... - przejechał dłoniom po moim ramieniu, co o dziwo mi się spodobało. - Możemy zawsze spróbować utwierdzić Cię w tym przekonaniu... Prawda? - przytrzymał mnie w pasie, przyciągnął do siebie i przejechał jeżykiem po mojej szyi.
- Myślę, myślę, że to nie może zaszkodzić... Mmm - zamruczałem gdy przygryzł moje ucho. - Jak masz na imię? - wyszeptałem.
- Brian. - powiedział stanowczo i zmusił mnie do pocałunku. Merlinie... jak on całował....
- STOP! - krzyknął Ron - resztę mogę sobie wyobrazić...
- Oj uwierz mi nie możesz... Wszystko co wiem, zawdzięczam jemu! Spotkałem się z nim potem jeszcze parę razy - rozmarzył się.
- Wierzę na słowo. Ech... musimy się już zbierać.
- Noo wypadałoby...
...
Weszli do pokoju, w którym czekali już Dean, Seamus i Neville.
- No wreszcie! Gdzież to były nasze gwiazdy? - zapytał Dean.
- Na zakupach i w Trzech Miotłach.
- Zapukach? - zdziwili się.
- W końcu musieliśmy w czymś pójść, co nie?
- W każdym bądź razie, musimy się zacząć stroić, moje drogie panie, bo zaraz wejdę dziewczyny i nas zabiją.
- Rozkaz, sir!
...
- Balise!! - darł się blondyn wniebogłosy.
- Co tam?
- W co ja mam się ubrać? Pomóż mi...
- Jeszcze niczego nie wyblała nasia mała dziewcinka? - Zabini pogłaskał Dracona po głowie.
- A czy ty chcesz, żeby ta "mała dziewcinka" ci zrobiła krzywdę? - Ślizgon zrobił oczka niewiniątka.
- Boję się ciebie w takich chwilach...
- Wiem, ale teraz mi pomóż!
- Okeej, to co tam masz? - Blaise otwarł wielką szafę, w której było więcej garniturów niż w niejednym sklepie. - To może na początek pozbędziemy się tych, w których na pewno się nie pokażesz?
- Dobry pomysł.
Po jakiś pięciu dziesięciu minutach i kłótniach o tym, który z nich nie zna się na modzie, wylądowali z siedmioma garniturami i trzema smokingami na łóżku.
- A teraz przymierzamy! - czarnoskóry machnął różdżką i mgnieniu oka przebrał swojego przyjaciela - Ten za luźny... Odpada.
-Taa
- Za mały. Żegnamy.
- Kandydat numer 3 nawet ujdzie. Dawaj następny!
- I co?
- Mrr numer 4... Ten, ten i tylko ten! Na żaden inny nie wyrażam zgody!
- Ale może...
- Nie! Brałbym Cię w nim, w każdym miejscu na Ziemi.
- No to przynajmniej sprawę garnituru mamy załatwioną. Teraz włosy.
- Ech... Kierunek nasza piękna toaleta!
...
Postanowiłam, że podzielę go na jeszcze jedną część, żebyście nie musieli czekać nadal na jakikolwiek odzew z mojej strony. Jeszcze raz chciałabym błagać o wybaczenie i ze skruchą proszę o komentarze, w których możecie pisać co o mnie sądzicie i takim zachowaniu ._.
~Feniksa
czwartek, 13 lutego 2014
One-shot: (Nie)przyjemny szlaban
Hm... Dzisiaj tak trochę inaczej niż zazwyczaj. Jest to one-shot napisany praktycznie w całości przez moją najlepszą przyjaciółkę, czyli Morganę (możecie kojarzyć ją z komentarzy, jako "cichą wielbicielkę:) ;) Są tam moje małe wstawki, czyli początek i koniec ;p Przyjmijmy zasadę, że jej tekst będzie podkreślony, a mój tak jak zawsze ^.^ Jest trochę wulgaryzmów i scen +16, +18, więc jeśli nie lubicie, to nie zachęcam... Chociaż kolegom z klasy się podobało :D
A teraz zapraszam do czytania!
...
Można powiedzieć, że dzień jak co dzień. Potter i Malfoy spotkali się na korytarzu i poleciały wszystkie możliwe przezwiska, cenzuralne i niecenzuralne oraz zaklęcia, które nie były do końca "dozwolone".- Potter, co się tutaj dzieje? - spytał z kamienną miną Snape.
- To on zaczął! - bronił się Gryfon.
- Panie profesorze... Chyba nie wierzy mu Pan?
- Cicho Malfoy! Obaj macie dzisiaj szlaban. Chce Was widzieć o 20 w mojej sali. Ostatnią lekcję mają pierwszoroczni, więc będzie co sprzątać.
Obaj chłopy wytrzeszczyli na niego oczy w niedowierzaniu, obaj nie mogli uwierzyć, że Malfoy dostał szlaban, a Gryfonom nie odebrał punktów.
- Profesorze...
- Milcz. Jeśli myślisz, że jesteś Ślizgonem i nie mogę dać Ci szlabanu, to grubo się mylisz, a teraz na lekcje! - odwrócił się na pięcie i zniknął za zakrętem.
- Wielkie dzięki, Malfoy! - prychnął zielonooki i pobiegł na kolejne zajęcia zostawiając blondyna w osłupieniu, ale po chwili na jego ustach wykwitł iście ślizgoński uśmieszek.
...
Harry
- "Dobra kurwa, odwalę tę robotę z tym jadowitym blondasem i będzie spokój" - pomyślałem. Zszedłem po krętych schodach do lochów, skręciłem w lewo, potem w prawo i dotarłem do sali eliksirów, gdzie mięliśmy zacząć porządki. Gdy wszedłem, Snape zmierzył mnie lodowatym spojrzeniem, a Draco cieszył się, jakby wygrał tygodniowy wstęp do burdelu. Olałem ich, bo w końcu i tak obaj byli pojebani.- Wspaniały Pan Potter dotarł, więc możecie zaczynać, ale żeby nie było tak łatwo, oddajcie różdżki - wysyczał Snape. Co kurwa?! Chyba go pojebało, że oddam różdżkę, będąc w jednej klasie z tym nieobliczalnym typem! Ale dobra, nie będę się sprzeciwiał, bo dostanę jeszcze więcej. Oddaliśmy nasze różdżki i profesor wyszedł, zostawiając mnie z tą gnidą.
- To co Pottuś? Zabawimy się? - zapytał, albo raczej oznajmił Malfoy z chytrym uśmieszkiem.
- Odpierdol się niedojebańcu. Mam zamiar odwalić tę robotę i spierdalać do dormitorium - odwarknąłem.
- Ooo jak ostro! Czyli tak jak lubię - Nie zwracałem na niego uwagi. W Hogwarcie było wiadomo, że Draco preferuje również chłopców. Ogólnie rzecz biorąc, ruchał wszystko co się ruszało. Pierwsze pół godziny minęły nawet wporzo, Draco tylko czasem coś dogadywał. Przyszła pora na uporządkowanie stołu Snape'a, więc zacząłem go sprzątać, ale jakieś pergaminy zleciały z drugiej strony, a ja leń nie chciałem obchodzić biurka, dlatego przełożyłem się przez nie. Nagle, kiedy miałem się już podnosić, poczułem, że liny związują mi z tyłu nadgarstki. CO, DO KURWY NĘDZY, JEST!!! Próbowałem się wyplątać, ale nic z tego. Odwróciłem się i od razu stanąłem oko w oko z podekscytowanym Draco.
- Co ty wyprawiasz?! POJEBAŁO CIĘ?! I w ogóle skąd masz różdżkę? - zauważyłem ją dopiero teraz.
- Dałem Snape'owi lipną. A teraz powiem Panu, Panie Potter co zamierzam z Panem zrobić. Zedrę z ciebie te jeansy, zrobię loda, jakiego nigdy nie miałeś, a potem wyrżnę cię ostro w dupę, co najmniej dwa razy - odpowiedział z szaleńczym błyskiem w oku. Zatkało mnie. Czy on zamierza mnie przelecieć?!! TUTAJ?! W ogóle... NIE! NO NIE! Co to ma być?! Co się, kurwa, dzieje?!
- Ja... ja... nie jestem gejem... mam dziewczynę - tylko tyle udało mi się wydukać. No i wtedy pojawiło się pytanie. A może jednak jestem? Byłem z Ginny, bo tak jakoś wyszło... Seks z nią, to nie było nic specjalnego. Brałem ją najczęściej na pieska, bo, kurwa, nie ukrywając ryja pierwszej klasy, to ona nie ma, rżnąłem, kończyłem, a potem wysłuchiwałem, jak to jej dobrze nie było. Ale za to, przypomniało mi się, jak zawsze brałem prysznic po meczu quidditch'a - nie mogłem oderwać wzroku od zajebistej dupy Olivera Wooda. Ach marzyłem, żeby ją klepnąć, a raz nawet waliłem sobie, fantazjując właśnie o nim. Potem strasznie się tego wstydziłem, chciałem zapomnieć i skryłem swe pragnienia. A teraz przeklęty Draco Malfoy je obudził!
- Ale Harry, tylko nie mów, że ruda cię zadowala. Myślę, że masz ochotę na coś ostrego...
- Nie mam! - zawołałem i zacząłem się szarpać. Wtedy Draco zaciągnął mnie do regałów z książkami, który był ozdobiony dwiema kolumnami.Przywiązał moje nadgarstki do jednej z nich. I tak o to, stałem bezbronny przed tym bogiem zła.
- Jezu Potter, wyglądasz tak podniecająco. Aż nie mogę się doczekać, kiedy dobiorę się do tej twojej dupci - podszedł do mnie prowokującym i seksownym krokiem. Zdjął mi okulary i zamiast rozpiąć koszulę, po protu ją rozszarpał. Nawet rękawy!
- Dobrze, a teraz zobaczymy czy twój najdroższy przyjaciel też chce się zabawić tak ja mój - i zaczął sunąć jednym palcem od mojej szyi w dół.
- Nie Draco, nie rób tego, kurwa! - rozpaczliwie próbowałem go zatrzymać, bo wiedziałem jaka była prawda. Stal mi odkąd mi powiedział co ze mną zrobi.
- Oooo matko! Stoi ci... i to jak twardo. Zaraz zamek rozsadzi - Rozpiął moje spodnie, włożył zimną dłoń za moje bokserki i zaczął jeździć po nim rytmicznie w górę i w dół.
- Ach!! - wydobył się z mojego gardła jęk rozkoszy.
- Podoba ci się - Malfoy wyglądał na bardzo zadowolonego z tego faktu.
- Nie - jęknąłem, ale cóż... nie było sensu już kłamać
- Ach ty kłamczuszku. Nie ładnie, będą klapsy - Jego wolna ręka powędrowała do mojego prawego sutka i ścisnęła go mocno. NA MERLINA! NIE MOGĘ! Jeszcze czegoś takiego nie czułem. Za chwile w ślad dłoni, powędrowały jego usta i zaczęły lizać i ssać drugi sutek. Jęczałem jak pojebany. Wtedy ni stąd ni zowąd, blondynek uklęknął przede mną, jednym ruchem zdjął ze mnie jeansy i bokserki i nim zdążyłem się zorientować, wziął mojego penisa do buzi. Wkładał go coraz głębiej i głębiej, a jego język wirował niczym wąż wokół swojej ofiary. Już nawet nie jęczałem... Ja krzyczałem z tej rozkoszy! Boże... Ginny nawet w 10% tak dobrze nie ciągnie jak on. Nie mogłem już wytrzymać i... ach doszedłem wprost w jego usta. Otworzyłem oczy i szybko spojrzałem na niego. Klęczał wciąż z leniwym uśmieszkiem na twarzy, a biały płyn wyciekał z kącików jego ust. Wstał, wciąż patrząc mi się prosto w oczy, a palce mocno wczepił w moje włosy, unieruchamiając mnie. Wpił się w moje usta. Poczułem smak własnej spermy! Ale chuj z tym... Jak on całował! Oderwał się ode mnie i zaciągnął za włosy do biurka Snape'a. Obrócił mnie do siebie tyłem i pchnął na blat, tak że nogi ledwie mnie trzymały. Co ja robię goły na biurku Snape'a z dupą wypiętą do Malfoya?!
- O Merlinie, Potter! Ale ja cię zerżnę w tą pupcię - mówiąc to dał mi mocnego klapsa. Na te słowa i jego brutalny czyn, mój członek zareagował natychmiast. Słyszę jak Draco ściąga koszulę i dół. Jest nagi i chcę to zobaczyć, ale przytrzymuje mnie tak, że nie mogę się ruszyć. Jego dłoń wędruje do przodu i chwyta mojego członka, a palec wskazujący od lewej ręki, zaczyna drażnić wejście do odbytu.
- O czuję, że Pan Potter jest znowu chętny, a więc podobało mu się - mruczał z satysfakcją Malfoy.
- Na Gryffindora! Do czego ty mnie zmuszasz?
- Do czystej przyjemności. Wszystko dla przyjemności - Palcem zataczał koła, aż nagle włożył go we mnie! CO?! MAM PALCEM MALFOYA W DUPIE?! Ale kurwa... jakie to przyjemne uczucie. Wkładał go i wyciągał, naśladując ruchy swojej dłoni. Czemu ja wcześniej nie odważyłem się tego zrobić? Po pewnym czasie do palca dołączył drugi, jeszcze bardziej mnie rozciągając. Jest mi tak zajebiście dobrze! Kiedy wkładał mi jeszcze trzeci palec, to już nie wiedziałem co się dzieje! Ale nagle znikają palce i dłoń z mojego członka. Jęknąłem niezadowolony.
- No mam nadzieję, że lubisz truskawkowy żel intymny. Wybrałem go specjalnie dla ciebie - mówią to, skład delikatny pocałunek między moimi łopatkami. Czuję jak Draco wyciska na mnie żel (wydaje mi się, że wyciska go też na swojego penisa), rozsmarowuje i powoli wchodzi we mnie. To uczucie, na początku dziwne, zakazane, ale również tak kusząco wypełnia moje ciało. Malfoy powoli wycofuje się i wchodzi szybciej. Robi tak jeszcze kilka razy, a potem... Jego palce wbijają się w moje biodra i pcha raz za razem, wydając przy tym cholernie seksowne jęki. A ja czuję się tak ciasno... i zajebiście.
- To... tak... cholernie... podniecające... uczucie - jęczy między pchnięciami.
Jego ręka znowu ląduje na moim penisie, ściska go, a ja nie wytrzymuję i tryskam wprost na biurko Snape'a. Draco jeszcze wykonuje dwa ostre pchnięcia i również dochodzi we mnie. Kładzie się na mnie i tak pół leżąc, pół stojąc, próbujemy uspokoić nasze oddechy, a ja w ogóle nie ogarniam, co się właśnie stało! To była najcudowniejsza chwila, jaką przeżyłem, ale tak w sumie, jakby na to nie patrzeć, to on ZGWAŁCIŁ MNIE! Draco powoli wstaje, pociągając mnie za sobą i usadza wreszcie przodem. Teraz mogę ujrzeć go w całej okazałości. Niezły widok.
- Po pierwsze: jak dobrze Panu było, Panie Potter? - pyta z szerokim uśmiechem Malfoy.
- Ty cholerny skurwysynie! Zmusiłeś mnie! Powinieneś się leczyć! - rzucam oskarżeniami i wyzwiskami.
- Ej..Potter, o chuj ci chodzi? Podobało ci się. Jęczałeś jak zakonnica - odpowiedział zaskoczony Malfoy.
- Co z tego, że mi się podobało! Zmusiłeś mnie
- Dla swojej i twojej przyjemności , więc nie narzekaj! - wkurwił się Draco.
- JESTEŚ POJEBANY! - krzyczę wyraźnie. Wtedy Malfoy naprawdę się wkurzył i nim zdążyłem jakoś zareagować, odwrócił mnie, położył w tej samej pozycji i dał mocnego klapsa. Krzyknąłem z zaskoczenia.
- Udowodnię ci, że od samych klapsów ci stanie, ty niewdzięczna szmato! - mówiąc to, dał kolejnego klapsa w drugi pośladek. I faktycznie czułem powracające podniecenie, gdy blondasek brutalnie bawił moją dupą. Po 12 uderzeniach, podniósł mnie, odwrócił i położył mnie, tym razem na plecach.
- I co? Dalej zamierzasz się kłócić, czy po prostu poprosisz, abym znowu się przeleciał? - zapytał przez zaciśnięte zęby.
- Och proszę! - udało mi się tylko tyle wyjęczeć. Zarzucił moje nogi na swoje ramiona i tym razem, bez żadnych pieszczot, wszedł we mnie ostro. Od razu narzucił szybkie tempo, a ja znowu leżałem pod nim i jęczałem jak jakaś dziewica. Pchał i pchał nie ubłagalnie, aż w końcu doszliśmy równocześnie, krzycząc przy tym na całą salę. Draco od razy ze mnie wyszedł i zaczął się ubierać, a ja nie wiedziałem jak się, kurwa, nazywam!
- No, dwa razy cię przerżnąłem, więc zadanie zaliczone - powiedział wesoło, ubierając t-shirt. Po woli wstałem, bo moja dupa nie była w najlepszym stanie.
- Malfoy... ja jestem cały czas związany - wydyszałem. Blondyn uśmiechnął z szaleńczym błyskiem w oku, machnął różdżką i już byłem uwolniony.
- Dobra, a teraz tu ogarnijmy, bo przecież nie powiemy Snape'owi, że nie zdążyliśmy nic zrobić, ponieważ pieprzyliśmy się na jego biurku - zażartował Draco. Kolejny raz machnął różdżką i cała sala lśniła czystością, a ja wciąż nie mogłem dojść do siebie. W końcu ubrałem bokserki i spodnie, popatrzyłem na koszulę i raczej w takim stanie jakim była, ni mogłem się pokazać. Malfoy dostrzegł moją minę i po raz trzeci machnął różdżką, a koszula była ja nowa.
- Dzięki - wymamrotałem, ubierając się.
- Achh cała przyjemność po mojej stronie, Potti - powiedział z szerokim uśmiechem. Od razu po tym wszedł Snape, zmierzył nas wzrokiem, potem rozejrzał się po sali i powiedział:
- No, może być. Macie tu różdżki i wracajcie już do dormitoriów - oznajmił z łaską. Zaraz po tym, rzuciłem się do wyjścia , ale z tyłu usłyszałem jeszcze głos Malfoya:
- To widzimy się na następnej karze, Potter.
Mogę się założyć, że widniał na jego twarzy niecny uśmieszek. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w łóżku, ale oczywiści w Pokoju Wspólnym, natknąłem się na Rona i Hermionę.
- Hej, Harry! Wszystko okej? - zapytał Ron.
- Tak, tak wporzo, tylko jestem strasznie zmęczony. Idę się położyć.
- Ale jakoś tak dziwnie chodzisz - ciągnęła temat Hermiona.
- A ty jakbyś, kurwa, chodziła, gdybyś pół dnia sprzątała w lochach, jeszcze z tą gnidą?! - wykrzyczałem i pobiegłem do sypialni, zostawiając ich z zaskoczonymi minami. No bo co miałem powiedzieć?! Że Draco Mlfoy zrobił mi najlepszego loda, jakiego miałem i wyruchał mnie na biurku Snape'a dwa razy. Nie wydaje mi się, żeby ze spokojem to przyjęli.
...
Draco
Następnego dnia, pierwsze mięliśmy eliksir z Gryfonami. Czekałem już pod klasą, ale nigdzie nie mogłem dostrzec, pewnej czarnej czupryny, co było dziwne, bo jego przyjaciele czekali już pod salą od dłuższego czasu. Gdy już straciłem nadzieję na jego obecność, dosłownie parę sekund przed Nietoperzem, wybiegł zza zakrętu. Moje oczy od razu zaświeciły się, a na twarzy wypłynął pożądliwy uśmieszek, co nie umknęło uwadze Pottera, który zarumienił się lekko. Czy można go jeszcze bardziej pragnąć? Wchodząc do klasy, profesor od razy dzielił nas na grupy i szczęście mi dopisywało, bo pierwsze co usłyszałem to:- Potter, Malfoy. - Skierowałem swoje kroki do ostatniej ławki, zielonooki od razy poszedł w moje ślady.
- Hej i jak się spało? - szepnąłem mu na ucho.
- Dzie.. dziękuje dobrze.
- Masz ochotę na małą powtórkę, bo ja bardzo... - powiedziałem, łapiąc za jego udo i jeżdżąc dłonią w górę i w dół.
- Ja.. ja.. - jąkał się. Jaki on uroczy.
- To teraz małe przedstawienie... - oderwałem się od jego nogi, wstałem i krzyknąłem - Potter! Czy można być większym idiotom?!!
- Odpierz się ode mnie! Sam to wylałeś! Ty po prostu nie nadajesz się do pracy w grupie! - czyli jednak jest chętny.
- Ja się nie nadaję?! Ty gnido mała! - krzyknąłem, wyciągając przy tym różdżkę, a Potter od razy zrobił, to samo.
- Potter, Malfoy. - no wreszcie jakaś reakcja! - Po lekcji macie zostać, żeby omówić wasz szlaban i nie spodziewajcie się, że potrwa od krócej niż tydzień. - Gdy tylko to usłyszałem, oblizałem wolno usta, a na policzkach Gryfona, znowu wykwitły rumieńce. Coś czuję, że będzie to jeden z najlepszych tygodniu w moim życiu.
...
No to tyle.. Jak mówiłam większość napisała moja przyjaciółka, która chce pozostać pod ksywką Morgan. Serdecznie zapraszam do komentowania!
Ps. Bardzo przepraszam za opóźnienie z rozdziałem, ale gdyby wszystko było mało, to weny też jak na lekarstwo ._. Wybaczcie.
~Feniksa
poniedziałek, 27 stycznia 2014
PDAW: Rozdział 6: Dziwna propozycja
Wybaczcie za małe spóźnienie, ale ferie mam i niby więcej wolnego czasu powinnam posiadać, ale tak nie jest ._. Do tego kompletnie nie mam pomysły na ten rozdziała, ale mam nadzieję, że będzie to miało jelito grube i śledzionę. A rozdział dedykuję Weronice, bo bez niej szybko by się on nie pojawił, dziękuje kochana :* Życzę miłego czytania ;)
....
Wszyscy co chwila wybuchali donośnym śmiechem, wspominając hogwartowskie czasy lub opowiadając o swoim życiu, a ja siedziałem i popijałem drugie lub trzecie piwo. Kto by to liczył, skoro i tak nie przynosiło mi to żadnej radość...
- Potter! Co jest? - cieszył się Dean.
- Nic.
- Wychodzimy na piwko, a ty jakieś fochy nam strzelasz - walnął mnie mocno w plecy - uśmiech, piwko i zapomnij o problemach z Ginny.
- Co? Aaa z nią, to nie pójdzie mi za łatwo tym razem.
- Nie przejmuj się. Powiem Hermionie, żeby jakoś ją urobiła i będzie dobrze - pocieszał mnie Ron.
- Taaa. Dobra ja idę do toalety, bo wiecie...
- No spoko, spoko idź.
- To ja też pójdę.
- Nie. Ty akurat zostaniesz tutaj, Cedric.
- Przecież cię nie zjem Harry, a nie możesz zabronić mi iść za potrzebą - zrobił słodkie oczka.
- Ugh... W tak razie, chodź.
Świetnie! Jakby mi jego do szczęścia brakowało. Niech tylko spróbuje się do mnie odezwać, to, to...
Świetnie! Jakby mi jego do szczęścia brakowało. Niech tylko spróbuje się do mnie odezwać, to, to...
- Dobra Potter - zaczął, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, a ja mu natychmiast przerwałem.
- Przyszedłem się tu tylko odlać i nie mam zamiaru z tobą rozmawiać - odwróciłem się do niego tyłem i stanąłem przed pisuarem, załatwiając swoją potrzebę.
- W takim razie tylko mnie wysłuchaj - prychnąłem z pogardą, a on zaczął swój monolog - Wiem, że zrobiłem źle... - w tej chwili skończyłem sikać i odwróciłem się do niego, by mu przerwać, ale on uciszył mnie gestem dłoni, a ja oparłem się o ścianę i odwróciłem głowę w inną stronę - Zrobiłem wtedy bardzo źle i niestety dopiero po fakcie zdałem sobie z tego sprawę... Twoja przyjaźń była dla mnie bardzo ważna, a ja zaprzepaściłem ją w jeden głupi wieczór
- Jakbyś mógł się pośpieszyć, to byłbym wdzięczny - spojrzałem na niego z ignorancją w oczach.
- Chciałabym cię bardzo przeprosić za to wszystko i mam nadzieję, że zgodzisz się zostać moim przyjacielem lub chociaż dobrym znajomym... - spuścił głowę i spojrzał na mnie oczami szczeniaczka. Skoro myślał, że pójdę na taki chory układ, to znaczy, że za dużo promili ma we krwi.
- Wiesz ile się strachu przez ciebie najadłem? Ile wstydu? Jak długo nie mogłem normalnie zachowywać się w towarzystwie znajomych ze strachu, że dowiedzą się o tym wszystkim?!
- Harry ja...
- Nie przerywaj mi! Nikomu nigdy o tym nie powiedziałem, bo prędzej bym się ze wstydu spalił, dałem ci pieniędzy tyle, ile żądałeś, więc z łaski swojej zostaw mnie już w spokoju i najlepiej wracaj tam skąd przyszedłeś! I nie. Nigdy nie będzie nawet dobrymi znajomymi, zapomnij - odwróciłem się na pięcie i już chciałem wyjść, ale złapał mnie za ramię, odwrócił w swoją stronę i przycisnął do ściany.
- Oj Harry, Harry... Ty na prawdę myślisz, że tak Ci pozwolę odejść? Chciałem po dobroci i małymi kroczkami, ale skoro nie chcesz, to powiem Ci prawdę. Nie zniszczyłem tych zdjęć i mam je nadal, więc jeśli chcesz, by twoje życie towarzyskie i prywatne nie uległo zamianie, to lepiej bądź moim dobrym przyjacielem.
- Przecież zapłaciłem ci! O co jeszcze Ci chodzi!?
- W skrócie? O twój słodki tyłeczek - wymruczał mi do ucha.
- Dostaniesz go, ale co najwyżej w snach! Ja mam narzeczoną, zapomniałeś?
- Ym... Cały czas usilnie mówisz, że to tylko twoja dziewczyna, a wiesz co mówią? Dziewczyna nie ściana... zawsze można przestawić
- Ty jesteś jakiś nienormalny! Zapomnij o mnie człowieku i daj mi święty spokój!
- Ojj dam Ci, ale dopiero po tym, jak cały magiczny świat, zobaczy te zdjęcia - w tym momencie drzwi do toalety otwarł się i wszedł Ron, a Cedric z prędkością światła, odskoczył ode mnie.
- Jakie zdjęcia? - zapytał.
- A wiesz... Harry był kiedyś u Puchonów na małej imprezie i chcę Wam pokazać zdjęcia - uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
- Ooo chętnie obejrzymy! - cieszył się, a ja skorzystałem z okazji i postanowiłem się ewakuować, ale na odchodnym rzuciłem byłemu przyjacielowi spojrzenie pod tytułem: " Powiedz coś lub pokaż, to zabiję".
...
Wróciłem do stolika, ale nawet przy nim nie usiadłem, bo od razu zacząłem się ubierać. Nie miałem zamiaru siedzieć tu ani minuty dłużej. Już wolę pusty dom lub nawiedzoną dziewczynę.
- Szefie! A dokąd to!
- Wybaczcie, ale muszę już iść.
- Ej no... Tak fajnie jest, zostań jeszcze chociaż godzinkę - prosił Seamus.
- Zapomniałem, że obiecałem Ginny rozmowę. Jak znowu nawalę, to lepiej jeśli nie będę się w domu pokazywał - uśmiechnąłem się przekonywająco.
- Ułł to leć, leć, bo Cię jeszcze na celibat skaże!
- Seamus tobie tylko jedno w głowie, nie? Haha
- Przepraszać nie będę - cieszył się nadal.
- Jakoś mnie to nie dziwi. Dobra, powiedzcie innym, że musiałem spadać.
- Nie ma sprawy, powodzenia!
- Nie dziękuję - otwarłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz. Nie było nawet zimno, więc postanowiłem się trochę przejść zanim wrócę do domu, bo oczywiście nikt tam na mnie nie czekał, prawda była taka, że Ginny została u Hermiony na noc. Na pewno nie będę płakał z tego powodu, przynajmniej zyskałem jeden wieczór spokoju, a kto wie? Może Hermi uda się przekonać Ginny, że to nie moja wina i nie powinna się tak na mnie złościć, ale z drugiej strony, jeśli ona też jest nastawiona przeciwko mnie, to mam przesrane, a to wszystko przez to, że spotkałem Malfoya. On nawet jak nie chce, to potrafi mi zniszczyć życie. Za takie talenty powinni dawać jakąś nagrodę, czy coś.
…
- Blaise! – krzyknąłem, bo nie mogłem już wytrzymać z zimna.
- Słucham Cię? – zapytał od tak.
- Czy ty chcesz żebym zginął śmiercią tragiczną? Ja tutaj zaraz zamarznę! – na dowód zacząłem szczękać zębami.
- Mi tam nic nie jest…
- Bo TY nie jesteś człowiekiem… Ręka mi zamarzła i nie czuję palców… Blaise, Ty nieczuła – przerwałem, bo owinął moją dłoń swoją własną – Co ty robisz?
- Ogrzewam ci rękę. Mówiłem żebyś nie pisał smsów jak idziesz!
- Musiałem, to było ważne.
- Skoro tak, to teraz mi nie marudź, że ci ręka zamarzła.
- Będę, bo to twoja wina!
- Moja? Niby czemu?
- Bo wyciągnąłeś mnie na ten mróz, a teraz idziemy Merlin jeden wie gdzie! Właśnie… może łaskawie mi powiesz, gdzie my do cholery idziemy?
- Do jednej z mugolskich dzielnic – na te słowa zatrzymałem się – Draco? Idziesz?
- Skoro idziemy do „jednej z mugolskich dzielnic”, to czemu łazimy po Hogsmeade!!
- Miałem ochotę na kremowe – uśmiechnął się marzycielsko.
- Blaise? Zdajesz sobie sprawę, że cię teraz zabiję, prawda?
- Ojj nie marudź już. Popatrz! Za chwilę będziemy, a potem od razu się teleportujemy, gdzie zaplanowałem niespodziankę dla Ciebie! – podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i szliśmy dalej, a zza roku wyszedł nie kto inny, jak sam Potter!
- Potti! Jak tam główka, kochanie? – ucieszył się Zabini.
- Cześć? Dobrze nawet, ale za to mam teraz piekło w domu.
- Żonka?
- Dziewczyna.
- Blaise, pragnę przypomnieć, że ja tu zamarzam!
- Noo wybacz Potti, ale mój przyjaciel taki delikatny, więc do zobaczenia.
- Pa?
…
Dobra… Jednak nie było tak ciepło jak się spodziewałem, do tego spotkałem Zabiniego i Malfoya, nie powiem, bywały lepsze wieczory. A jakby tego było mało, to... Czy oni trzymali się za ręce? Świat się kończy, zombie apokalipsa się zbliża, a ja zaraz zamarznę, dziękować Merlinowi, że jednak nauczyłem się teleportacji i już stałem przed swoimi drzwiami.
...
Przepraszam za wszystkie możliwe błędy, ale znowu dodaję o pierwszej w nocy i mój mózg nie pracuje już na pełnych obrotach... :C Miałam zamiar dodać ją wcześniej, ale przyjaciółka wróciła po tygodniowej nieobecności no i było przyjęcie powitalne i no ;) Mam nadzieję, że się nie gniewacie, a rozdział jak tako się podoba.
Ps. Jeśli mi się to uda, to za niedługi czas, chcę dodać zdjęcia naszych postaci, żeby można było lepiej obie wyobrazić, czy coś, ale to takie wstępne informacje to tam no ;p
Zapraszam do komentowania :>
~Przepraszająca Feniksa
wtorek, 14 stycznia 2014
PDAW: Rozdział 5: Przesłuchanie
Jesteście najlepsi! Wasze komentarze dały mi takie kopa, że nie mogę się położyć do łóżka z myślą, że nic nie napisałam. Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze, jak je czytałam to ze śmiechu płakałam ^.^ Tak wielka nienawiść do Ginny... No trudno.
Zapraszam jeszcze na jedno bloga: http://kyonokoko.blogspot.com/?m=0 wchodzić, czytać, komentować :D
Zapraszam do czytania i komentowania!
...
Drzwi trzasnęły z takim hukiem, że aż obrazy poruszyły się na ścinach. Będzie ciężko jak wróci, ale jak na razie muszę wymyślić jakieś dobre kłamstwo dla ludzi z ministerstwa. Może powiem, że Draco mnie porwał? W sumie nie taki zły pomysł, ale nie mógłbym mu tego zrobić. Najlepiej jakby było to w jakiejś części prawdą, łatwiej się kłamie, a ludzie szybciej uwierzą. Moje rozmyślania, przerwał trzask w kominku.
- Harry! Kurde, gdzieś ty się podziewał cały dzień?! - krzyczał od progu Ron.
- Noo była pewna sprawa do załatwienia, bardzo ważna - dodałem od razu.
- Ach tak? Bo jest u nas Ginny i powiedziała, że jakiś Twój stary kumpel ze szkoły przyjechał - przypomnijcie mi, żebym potem rzucił na nią obliviate.
- Właśnie tak było.
- No to kto to był? Muszę go znać przecież.
- Noo wiesz ten z Hogwartu
- Uuu od razy jaśniej - Ron popatrzył na mnie jak na niedorozwiniętego - może więcej szczegółów?
- Och no co mam Ci go opisywać! Spotkaliśmy się w barze, wypiliśmy, ja trochę przesadziłem, więc zabrał mnie do siebie i zasnąłem u niego, więc już mnie nie budził. Rano zjadłem śniadanie, Malfoy podał mi eliksir na kaca, grzecznie się pożegnałem i wróciłem do domu, a tu od progu Ginny mi mówi, że pościg aurorów chcieli za mną wysłać i... - nie dokończyłem, bo przerwał mi krzyk przyjaciela.
- Malofy?!! To u niego byłeś?! Harry kurde, czy ciebie pokurwiło?!
- Noo, no tak - Pięknie! Sam siebie wkopałem... w myślach walnąłem pięknego facepalma
- Aha, a można wiedzieć co tobą kierowało?
- Słuchaj, jak on mnie już spotkał, to byłem pijany, więc... w ogóle nie będę się tłumaczył.
- Racja, mi nie, ale za to szefostwu jak najbardziej.
- To dlatego tu przyszedłeś?
- Taa
- No to zbierajmy się.
…
Wylądowaliśmy w głównym holu Ministerstwa Magii i od razu skierowaliśmy się do wind.
- Bardzo źli? – zapytałem z nadzieją w głosie.
- Hm… Wyszedłeś wczoraj w środku dnia, dzisiaj nie dałeś znaku życia, mamy nowego pracownika, a z papierkową robotą jesteśmy w czarnej dupie.
- Rooon, ale ja musiałem… Nie wytrzymałbym tutaj.
- Słuchaj, nigdy nie chciałeś mi powiedzieć o co chodzi z tym Cedricem, byliście dobrmi kumplami, a z dnia na dzień znienawidziłeś go bardziej niż Malfoya…
- Miałem swoje powody - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- No to powiedz wreszcie o co chodziło!
- Nie – W tym momencie wielbiłem głos w windzie, który oznajmił: „Biura aurorów”.
- Idziesz ze mną? – zapytałem.
- Nie bardzo mogę… Zaczekam przed drzwiami.
- Okej.
- Bardzo źli? – zapytałem z nadzieją w głosie.
- Hm… Wyszedłeś wczoraj w środku dnia, dzisiaj nie dałeś znaku życia, mamy nowego pracownika, a z papierkową robotą jesteśmy w czarnej dupie.
- Rooon, ale ja musiałem… Nie wytrzymałbym tutaj.
- Słuchaj, nigdy nie chciałeś mi powiedzieć o co chodzi z tym Cedricem, byliście dobrmi kumplami, a z dnia na dzień znienawidziłeś go bardziej niż Malfoya…
- Miałem swoje powody - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- No to powiedz wreszcie o co chodziło!
- Nie – W tym momencie wielbiłem głos w windzie, który oznajmił: „Biura aurorów”.
- Idziesz ze mną? – zapytałem.
- Nie bardzo mogę… Zaczekam przed drzwiami.
- Okej.
Otwarłem drzwi i ujrzałem małe pomieszczenie za którym siedziała sekretarka w podeszłym wieku. Wszystko było tutaj w odcieniu ciemnego brązu lub czerni, trochę przygnębiający nastrój, ale o gustach się nie dyskutuje.
- Dzień dobry – przywitałem się.
- Dzień dobry. Pan Colins już pana oczekuje – wskazała mi ręką drzwi ze skórzanym obiciem. Zapukałem cicho i przekręciłem okrągłą gałkę.
- Panie Potter, witam – uścisnął mi dłoń z serdecznym uśmiechem.
- Podobno pan mnie wyzwał.
- No tak, tak… Dlaczego pan wczoraj opuścił swoje stanowisko pracy bez pozwolenia.
- Z powodów osobistych.
- Rozumiem, rozumiem, ale doszły mnie słuchy, że nie odpowiada panu nowy pracownik.
- Owszem i chciałbym wiedzieć, dlaczego nie zostałem poinformowany o naborze nowych pracowników.
- Tyle mieliście ostatnio na głowie. Do tego szykuje się nowa misja. Nie wiedziałem powodów, żeby
informować o takiej błahostce
- Jednak prosiłbym o informowanie mnie, jeśli znów będziecie szukać kogoś nowego.
- Oczywiście, oczywiście, ale teraz inna sprawa.
- Słucham?
- Dlaczego zrobił sobie pan dzisiaj wolne?
- Przecież mam jeszcze urlop.
- Tak, ale trzeba wcześniej informować, jeśli zamierza pan go wybrać, więc pytam, jaki był tego powód?
- Skoro to takie ważne… Doszły mnie słuchy, że młody Malfoy wrócił z Francji do Anglii. Jest on oczywiście oczyszczony z zarzutów, ale wolałem to sprawdzić, więc wyśledziłem go.
- Dlaczego nie wziąłeś sobie kogoś do pomocy?
- Sam pan powiedział, że mamy dużo na głowie. Nie chciałem ludziom dowalać jeszcze więcej i to z powodu takiej błahostki – uśmiechnąłem się przebiegle. Jak tak ze mną grasz to nie będę Ci dłużny.
- I co z tym Malfoyem?
- Wszystko wskazuje na to, że jest czysty.
- A mogę wiedzieć dlaczego nie wrócił pan na noc do domu? – gdy to usłyszałem, wstałem oburzony i powiedziałem:
- Pan wybaczy, ale to akurat moja sprawa, gdzie i z kim spędzam noce. Ja wiem, że społeczność czarodziejów i tak wie o mnie prawie wszystko, ale pozwoli pan, że zachowam resztki mojego intymnego życia dla siebie. Opuściłem gabinet, pożegnałem się grzecznie z sekretarką i wyszedłem do Rona.
- I jak?
- Wszystko w jak najlepszym porządku
- Czy tobie wszystko zawsze ujdzie na sucho? – śmiał się Ron.
- No wiesz… To chyba ten mój urok osobisty – zamrugałem oczami jak kokietka i obaj wybuchnęliśmy śmiechem, objołem go ręką za ramiona i zapytałem – To co? Może małe piwko?
- Czytasz mi w myślach!
- To ustalone, tylko trzeba zgarnąć parę osób po drodze
- Trzy Miotły, przygotujcie się, bo nadchodzimy!
- Dzień dobry – przywitałem się.
- Dzień dobry. Pan Colins już pana oczekuje – wskazała mi ręką drzwi ze skórzanym obiciem. Zapukałem cicho i przekręciłem okrągłą gałkę.
- Panie Potter, witam – uścisnął mi dłoń z serdecznym uśmiechem.
- Podobno pan mnie wyzwał.
- No tak, tak… Dlaczego pan wczoraj opuścił swoje stanowisko pracy bez pozwolenia.
- Z powodów osobistych.
- Rozumiem, rozumiem, ale doszły mnie słuchy, że nie odpowiada panu nowy pracownik.
- Owszem i chciałbym wiedzieć, dlaczego nie zostałem poinformowany o naborze nowych pracowników.
- Tyle mieliście ostatnio na głowie. Do tego szykuje się nowa misja. Nie wiedziałem powodów, żeby
informować o takiej błahostce
- Jednak prosiłbym o informowanie mnie, jeśli znów będziecie szukać kogoś nowego.
- Oczywiście, oczywiście, ale teraz inna sprawa.
- Słucham?
- Dlaczego zrobił sobie pan dzisiaj wolne?
- Przecież mam jeszcze urlop.
- Tak, ale trzeba wcześniej informować, jeśli zamierza pan go wybrać, więc pytam, jaki był tego powód?
- Skoro to takie ważne… Doszły mnie słuchy, że młody Malfoy wrócił z Francji do Anglii. Jest on oczywiście oczyszczony z zarzutów, ale wolałem to sprawdzić, więc wyśledziłem go.
- Dlaczego nie wziąłeś sobie kogoś do pomocy?
- Sam pan powiedział, że mamy dużo na głowie. Nie chciałem ludziom dowalać jeszcze więcej i to z powodu takiej błahostki – uśmiechnąłem się przebiegle. Jak tak ze mną grasz to nie będę Ci dłużny.
- I co z tym Malfoyem?
- Wszystko wskazuje na to, że jest czysty.
- A mogę wiedzieć dlaczego nie wrócił pan na noc do domu? – gdy to usłyszałem, wstałem oburzony i powiedziałem:
- Pan wybaczy, ale to akurat moja sprawa, gdzie i z kim spędzam noce. Ja wiem, że społeczność czarodziejów i tak wie o mnie prawie wszystko, ale pozwoli pan, że zachowam resztki mojego intymnego życia dla siebie. Opuściłem gabinet, pożegnałem się grzecznie z sekretarką i wyszedłem do Rona.
- I jak?
- Wszystko w jak najlepszym porządku
- Czy tobie wszystko zawsze ujdzie na sucho? – śmiał się Ron.
- No wiesz… To chyba ten mój urok osobisty – zamrugałem oczami jak kokietka i obaj wybuchnęliśmy śmiechem, objołem go ręką za ramiona i zapytałem – To co? Może małe piwko?
- Czytasz mi w myślach!
- To ustalone, tylko trzeba zgarnąć parę osób po drodze
- Trzy Miotły, przygotujcie się, bo nadchodzimy!
…
Otworzyłem kopem drzwi, a Seamus prawie zleciał z krzesła.
- Kurde Potter, chcesz żebym zszedł na zawał?
- Ależ skąd… Jest misja panowie!
- Coo? Ale za pięć minut kończy mi się zmiana! – zaczął narzekać Dean.
- Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia, Thomas. Idziemy wszyscy razem do Trzech Mioteł, ale jeśli naprawdę nie możesz, to trudno…
- Czy ja coś w ogóle mówiłem? Za chwilkę będę gotowy!
- Ja tak samo szefie! Łuhuhu jak ja cię kocham, kocham! Harry... Jesteś najzajebistrzym szefem na świecie. – cieszył się jak dziecko Seamsus.
- No to szybciej, szybciej, bo zaraz tutaj korzenie zapuszczę.
- Gotowi! – krzyknęli jednocześnie.
- A ty tu czego? – warknąłem, kiedy zobaczyłem wysokiego bruneta.
- Jak wszyscy, to wszyscy… szefie.
- Ty nie bierzesz udziału w misjach, przykro mi – ale mój wyraz twarzy mówił kompletnie co innego. Nie dość, że mam oglądać teraz codziennie jego gębę, to jeszcze chce się wkręcić do.naszej paczki! Co za...Ugh!!
- Kurde Potter, chcesz żebym zszedł na zawał?
- Ależ skąd… Jest misja panowie!
- Coo? Ale za pięć minut kończy mi się zmiana! – zaczął narzekać Dean.
- Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia, Thomas. Idziemy wszyscy razem do Trzech Mioteł, ale jeśli naprawdę nie możesz, to trudno…
- Czy ja coś w ogóle mówiłem? Za chwilkę będę gotowy!
- Ja tak samo szefie! Łuhuhu jak ja cię kocham, kocham! Harry... Jesteś najzajebistrzym szefem na świecie. – cieszył się jak dziecko Seamsus.
- No to szybciej, szybciej, bo zaraz tutaj korzenie zapuszczę.
- Gotowi! – krzyknęli jednocześnie.
- A ty tu czego? – warknąłem, kiedy zobaczyłem wysokiego bruneta.
- Jak wszyscy, to wszyscy… szefie.
- Ty nie bierzesz udziału w misjach, przykro mi – ale mój wyraz twarzy mówił kompletnie co innego. Nie dość, że mam oglądać teraz codziennie jego gębę, to jeszcze chce się wkręcić do.naszej paczki! Co za...Ugh!!
- Harry, wieź przestań! Cedric, chodź z nami! – Seamus pociągnął go za ramię i wyszliśmy w piątkę, a miało być tak pięknie…
- Ale na pewno nie będę przeszkadzał?
- Tak, będziesz. Idź do.domu.
- Nie słuchaj go, on tak zawsze, będzie świetnie, mówię Ci!
- Więc nie wypada mi odmówić.
Super! Chciałem się rozluźnić i móc jeszcze jeden dzień, nie myśleć o tym człowieku, ale nie można! Muszę znaleźć jakiś sposób, by najszybciej się go pozbyć, bo inaczej sam go zaavaduję! Merlinie… dlaczego właśnie ja? Dlaczego ten człowiek wrócił do mojego O.tak chujowego życia... Jedyne 2 przyjemności to spotkania z chłopakami i wyjazdy na misje, a teraz zostały tyko misje, ale znając moje szczęście to nic pewnego i jeszcze ten idiota może się do nich wkręcić. Przysiegam, że wtedy zmienię pracę, albo sprawię, że spotka go taki mały, drobniutki wypadek. To by było piękne.
- Ale na pewno nie będę przeszkadzał?
- Tak, będziesz. Idź do.domu.
- Nie słuchaj go, on tak zawsze, będzie świetnie, mówię Ci!
- Więc nie wypada mi odmówić.
Super! Chciałem się rozluźnić i móc jeszcze jeden dzień, nie myśleć o tym człowieku, ale nie można! Muszę znaleźć jakiś sposób, by najszybciej się go pozbyć, bo inaczej sam go zaavaduję! Merlinie… dlaczego właśnie ja? Dlaczego ten człowiek wrócił do mojego O.tak chujowego życia... Jedyne 2 przyjemności to spotkania z chłopakami i wyjazdy na misje, a teraz zostały tyko misje, ale znając moje szczęście to nic pewnego i jeszcze ten idiota może się do nich wkręcić. Przysiegam, że wtedy zmienię pracę, albo sprawię, że spotka go taki mały, drobniutki wypadek. To by było piękne.
...
Mam nadzieję, że rozdział jako tako Wam się spodobał... Wiem, że mało akcji na razie, ale wiadomo jak to z początkami jest :> Bardzo proszę o wyrażanie swoich opinii w komentarzach, bo to dzięki nim mam takie zastrzyki weny ^.^
~Feniksa
sobota, 11 stycznia 2014
PDAW: Rozdział 4: Powrót do rzeczywistości
Witajcie moi mili ponownie! Z całego serduszka mego, chciałabym podziękować nowym komentującym, czyli: Mori, Bruzda, PinkBeats. Oczywiście dziękuje też moim stałym komentatorom! ^^
Mam nadzieję, że kolejna część również przypadnie Wam do gustu ;)
Zapraszam do czytania i komentowania!
...
Szedłem żwawym krokiem w stronę rezydencji Malofyów. Teraz można zadać pytanie: „Czemu po prostu się tam nie teleportujesz?”. Ano dlatego, że jakoś nadeszła mnie ochota, żeby się przejść... Nie wiem dlaczego, czasami już tak mam i tyle. Stanąłem przed ogromną, czarną bramą i wszedłem bez zaproszenia. Chyba jako przyjaciel rodziny mam takie prawo, prawda? Szedłem długim chodnikiem, który prowadził do solidnych, drewnianych drzwi z kołatką w kształcie węża. Zastukałem raz i po chwili drzwi otwarły się, a za nimi stała bardzo dobrze mi znany skrzat. - Panicz Zabini - zniżyła się do samej ziemi. - Witaj, Nutko. Draco poprosił mnie o przyjście, czy mogłabyś mnie wpuścić? - Oczywiście - odsunęła się z przejścia i ręką wskazała bym szedł dalej. - Dziękuje.Nie wiem czemu, ale zawsze jakoś lubiłem tę skrzatkę, miłe z niej stworzonko, no i znałem ją od małego. Pamiętam jak nie raz zabawiliśmy się z Draco trochę za bardzo, nigdy nas nie wydała. Od tego czasu mam do niej małą słabość, ale oczywiście nigdy bym się do tego nie przyznał. Wolnym krokiem zmierzałem w kierunku sypialni mojego przyjaciela. Minąłem salon, w których był niemałych rozmiarów kominek, czarna sofa i mały stolik do kawy. Swoje kroki skierowałem w prawo, gdzie powinna znajdować się sypialnia Dracona. Tyle lat już tu przychodzę, a nadal mylą mi się pokoje. Często wchodzę do sypialni gościnnej zamiast jego. - Draco, Draco… Dzisiaj jestem Twoim królem, ponieważ przyniosłem Ci pewien cudowny napój – po woli wyjrzałem zza drzwi i to co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W samych bokserkach, na łóżku, w domu mojego przyjaciela, siedział nie kto inny, jak sławny Chłopiec – Który – Przeżył. ...Obudziłem się, nie wiedząc nawet, która jest godzina. Chciałem otworzyć oczy, ale poskutkowało to tylko tym, że niemal jęknąłem z bólu. "Co ja wczoraj do cholery robiłem?". Zebrałem się w sobie i powoli rozchyliłem powieki. Wielki, ścienny zegar wskazywał 12 w południe. No i pięknie… Już nie mam po co iść do pracy. Lepiej dla mnie, gdy się tam w ogóle nie pojawię, od razu by mnie zabili. Trzeba będzie wymyśleć jakieś dobre kłamstewko, no bo jak to mówią: „Dobry bajer, połową sukcesu”. Zdjąłem z siebie srebrną pościel i próbowałam się przygotować, na wstanie z łóżka. Chwila, chwila… Ja nie mam srebrnej pościeli, ani wielkiego zegara ściennego w sypialni! Gdzie ja jestem i najważniejsze pytanie, co ja wczoraj robiłem i z kim?! Nagle drzwi do pokoju otwarły się, a ja z wrażenia usiadłem na łóżku. - Draco, Draco… Dzisiaj jestem Twoim królem, ponieważ przyniosłem Ci pewien cudowny napój. POTTER!? - C..co ty tutaj robisz? – zapytałem niepewnym głosem. - Raczej to moja kwestia. Co ty na Merlina robisz u Draco w mieszkaniu! - U jakiego Draco? - Draco Malfoya, a niby kogo innego? - Przecież on siedzi gdzież w Paryżu. - Raczej siedział. Błagam, tylko nie mów mi, że wy… razem - CO?! – przerwałem mu natychmiast – O czym ty człowieku mówisz, myślisz...CO?! – W sumie to nie byłem pewny, a raczej nie wiedziałem co się wczoraj działo, ale wątpię bym oddał się Malfoyowi po paru drinkach. - Ludzie! Co to są za krzyki nad ranem? – Do pokoju wszedł sam gospodarz domu, nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę go w takim stanie! Rozwalone włosy, zaspana i skacowana twarz. To nie ten zawsze piękny arystokrata, którego kiedyś znałem, ale to znaczy, że on też pił, a to nie zapowiada niczego dobrego. - Draco, mój przyjacielu! Powiedz mi…Co tutaj robi nasz znajomy? - Kto? - Harry Potter we własnej osobie, na twoim łóżku, w twoim domu, w samej bieliźnie! - Aaa no siedzi, nie widzisz? Czasami dziwne pytania zadajesz, no ale cóż. Masz to o co prosiłem? - Mam, mam, ale wiesz, że nie można przyjmować tego na pusty żołądek. Idę na dół coś zrobić, a wy się ogarnijcie i zaraz zejdźcie. - Dobra, dobra mamusiu.Okej. Siedzę prawie goły w domu mojego wroga, nie wiem co tutaj robię i skąd się tutaj wziąłem, a z poprzedniej nocy pamiętam tylko tyle, że piłem u Bena, a potem przyszła jakaś natrętna dziennikarka, którą mój dobry kolega, wyrzucił za drzwi. - Dobra Potti, ubieraj się. - Czekaj! – ała… może lepiej nie będę już podnosić głosu. - Słucham Cię? - Co ja tutaj robię? - Och Potem Ci wszystko opowiem, a teraz zbieraj się, tam masz łazienkę do swojej dyspozycji, tylko nie naświń.No to nie pozostaje mi nic innego, jak umyć się i iść na dół wszystkiego się dowiedzieć. Wszedłem do łazienki, która była wprost cudowna! Co jak co, ale łazienka musi być u mnie na poziomie. Od razu dostrzegłem w rogu ogromną, marmurową wannę, która pomieściła by bez problemu ze trzy osoby. Odkręciłem kurki, a z nich trysnęła woda z dodatkiem płynu do kąpieli. Nie byłem dobry w odróżnianiu zapachów, ale na pewno głównym składnikiem były frezje, wszędzie rozpoznałbym ich zapach. Zanurzyłem się po uszy w ciepłej wodzie i poddałem się relaksującym zapachom, wodzie i ciszy. Wiedziałem, że nie może to potrwać zbyt długo, ale parę minut jeszcze nikogo nie zbawiło. Dobra, koniec tego dobrego. Wziąłem gąbkę do ręki, nalałem na nią płynu, który stał na brzegu wanny i zacząłem namydlać swoje ciało. Zapach był wprost oszałamiający, na pewno kosztował majątek. Z bólem serca, musiałem spłukać z siebie pianę i zabrać się za włosy. Gdy masowałem swoją głowę palcami w powietrzu unosił się delikatny zapach różanego ogrodu. Z przyjemnością zaciągnąłem się i rozkoszowałem nim w swoich nozdrzach. Merlinie… mógłbym już nigdy nie wychodzić z tej łazienki, ale jak mus to mus. Spłukałem z siebie całą pianę, wyszedłem z wanny, wytarłem ręcznikiem i ubrałem wczorajsze ubranie, które o dziwo nie śmierdziało alkoholem, a znów bukietem jakiś kwiatów… Ktoś je musiał wyprać i wyprasować, tylko pytanie kto? Ale w tej chwili było to najmniej ważne. W miarę możliwości uczesałem swoje czarne włosy, które od czasów szkolnych nic się nie zmieniły. Jedynie zgęstniały, co sprawiło tylko to, że jeszcze gorzej się układają, ale ja tam lubię swój artystyczny nieład na głowie. Kiedy w końcu wyglądałem w miarę jak człowiek, wyszedłem z łazienki, a w pokoju czekała na mnie mała skrzatka. - Panie Potter – skłoniła się niemalże do samej ziemi – panicz Malofy przysłał mnie, żebym zaprowadziła pana na śniadanie. - Ym… Dziękuję – Kompletnie nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, bo sam nie posiadałem skrzata, Hermiona by mnie zabiła, więc po prostu za nią ruszyłem. Dom był ogromny, jeśli było się w nim pierwszy raz, bez problemu można by się było w nim zgubić. Schodziliśmy po krętych schodach, minęliśmy jakiś salon, jeden z wielu, jak przypuszczałem, i doszliśmy do jadalni, a przy stole siedział już mój komitet powitalny, czyli Zabini i Malofy, dziwne, że jeszcze Lucjusz nie wpadł, żeby mnie zobaczyć, ale kto ich tam wie. Zaraz pewnie wyskoczy z kominka i zrobi mi zdjęcie do Proroka z nagłówkiem: „Skacowany Potter u Malfoyów je śniadanko o dwunastej w południe!”. - Co tak stoisz? Myślisz, że zaraz jakiś reporter wyskoczy i zrobi Ci zdjęcie, czy jak? - Co? - Ja rozumiem, że masz kaca Potter, ale mógłbyś się wykazać większą elokwencją – zirytował się Malfoy. - Dobra Smoczku, zostaw go, siadaj Potter i jedz jak dają! - Dziękuje i smacznego – usiadłem przy jednym wolnym nakryciu. - To jak Ci smakuje moja jajecznica? - Wyborna – odpowiedziałem mu grzecznie. - Och wiem! Ale lubię jak się mnie chwali – cieszył się jak głupi. Resztę jedzenia spędziliśmy w niebyt komfortowej ciszy przez którą miałem wrażenie, że zaraz się udławię. W końcu, gdy wszystkie talerze były puste, odezwałem się. - Może kto mi wreszcie wyjaśnić co ja tutaj robię? - A po co wyjaśniać, jak są prostsze sposoby? Blaise, czyń honory. - Już się robi! – Zabini podał mi kielich, w którym był jakiś eliksir o niezbyt przyjemnym zapachu. - Co to jest? – zapytałem. - Eliksir na kaca, a co myślałeś? - I mam to wypić wierząc wam na słowo? - popatrzyłem na nich jak na największych debili. - Czy ty Potter nie możesz po porostu przyjąć pomocy? Daj to! - wyrwał mi dość brutalnie kielich z ręki i wypił połowę zawartości - Teraz wypijesz? - co prawda chciałem jeszcze powiedzieć, że może mieć gdzieś antidotum i potem je wypić, ale sam doszedłem do wniosku, że nic nie zyskają tym, że mnie zabiją. - Daj... - przechyliłem srebrne naczynie i wypiłem wszystko duszkiem. Smak nawet nie był taki zły. W sumie to był neutralny i co najważniejsze, nie powodował odruchów wymiotnych. Odstawiłem pusty już kielich i uśmiechnął się do siebie w uldze, że okropny ból głowy mi minął. Nie zdążyłem się tym szczęściem nawet nacieszyć, bo po chwili wszystkie wspomnienia uderzyły we mnie niespodziewanie. Ja, siedzę sam w barze, nagle przychodzi Malfoy. Oczywiście na początku miałem go gdzieś, ale im więcej procentów trafiło do mojego organizmu tym bardziej stałem się otwarty. Rozmawialiśmy w sumie o niczym, jak starzy dobrzy kumple. Było już po dwudziestej trzeciej kiedy Ben powiedział nam, że zamyka i musimy się zbierać, byłem nieźle wypity, więc Malfoy musiał mnie podtrzymywać, żebym się nie przewrócił. Teleportowaliśmy się do jego domu i chyba potem zasnąłem, bo już nic nie pamiętam… - Haha! – śmiał się Zabini – kocham ten wyraz twarzy u ludzi, kiedy wypiją eliksir i przypominają sobie poprzedni dzień haha - Wszystko super, ale to nie tłumaczy dlaczego byłem goły! - Och… Potter, nie goły, nie goły, tylko w bieliźnie. Ściągnąłem z Ciebie ubrania, żeby Nutka je wyprała i tyle. - Okej. Dziękuje za gościnę i tak dalej, ale muszę się zbierać, bo Ginny mnie zabije – skrzywiłem się. - Leć, leć! - Paaa, Potti! – pożegnał się Blaise, po czym wybuchnął śmiechem. Nigdy nie rozumiałem tego kolesia, ale mniejsza z nim. Jak tylko wyszedłem na dwór i przekroczyłem ogromną bramę Malfoy Manor, teleportowałem się do domu. Otwarłem cicho drzwi i skradałem się na palcach, jak nastolatki w amerykańskich filmach, kiedy wrócą do domu, po godzinie policyjnej. Nic to nie dało, bo Ginny stała w salonie i nerwowo przytupywała nogą. - Dzień dobry – uśmiechnąłem się miło. - Dzień dobry? Dzień dobry?!! Gdzieś ty był całą noc! Dzwoniłam do Rona i mówił, że po tym jak wyszedłeś o 17 z biura, nikt cię nie widział! Wiesz jak się zamartwiałam?! Mieli już po Ciebie wysłać patrol aurorów! - Sam przecież jestem aurorem… - powiedziałem pod nosem. - Gdzie byłeś? - U starego kumpla – taaa kłam, kłam, tylko dobrze. - U którego niby? - Nie znasz. Wyjechał zaraz po wojnie i teraz wrócił, spotkałem się z nim, trochę wypiliśmy no i wiesz… - Wypiliśmy? – Noo i po mnie. - Parę kremowych, ale nawet nie zauważlyliśmy, kiedy zrobiło się tak późno. Nie chciałem Cię budzić, więc zostałem u niego na noc. - Ojj dziękuje, że się tak o mnie troszczysz – Ten ton głosu, nie zwiastował niczego dobrego. - Widzisz? Przepraszam Ginny… - skruszyłem się. - Cokolwiek. Ja idę teraz do Miony, a ty rób co chcesz. – Wyszła trzaskając drzwiami. No to parę następnych dni zapowiadają się cudownie… Mam tylko nadzieję, że będą to ciche dni, bo ciągłych pretensji nie zniosę, a gdyby tego było mało w pracy czekał mnie o wiele większy problem w postaci pewnego Puchona i to wszystko za to, że uratowałem świat od zguby!
No to na dzisiaj tyle ;) Jeszcze raz bardzo dziękuje za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że będziecie się nadal odzywać ^.^ Innych też zapraszam do ujawnienia się : >
No to na dzisiaj tyle ;) Jeszcze raz bardzo dziękuje za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że będziecie się nadal odzywać ^.^ Innych też zapraszam do ujawnienia się : >
…
Mam nadzieję, że nowy rozdział się Wam spodobał, co prawda nie
było gwałtu na skacowanych Harrym, no ale nie wszystko od razu xD
Zapraszam do komentowania ;)
Ps. Na każdy Wasz komentarza zawsze odpowiadam, więc jeśli jesteście ciekawi
mojej ekstazy po kolejnych otrzymanych opiniach, to zapraszam ^^
~Feniksa
Subskrybuj:
Posty (Atom)