wtorek, 14 stycznia 2014

PDAW: Rozdział 5: Przesłuchanie

Jesteście najlepsi! Wasze komentarze dały mi takie kopa, że nie mogę się położyć do łóżka z myślą, że nic nie napisałam. Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze, jak je czytałam to ze śmiechu płakałam ^.^ Tak wielka nienawiść do Ginny... No trudno.
Zapraszam jeszcze na jedno bloga: http://kyonokoko.blogspot.com/?m=0 wchodzić, czytać, komentować :D
Zapraszam do czytania i komentowania! 

...
Drzwi trzasnęły z takim hukiem, że aż obrazy poruszyły się na ścinach. Będzie ciężko jak wróci, ale jak na razie muszę wymyślić jakieś dobre kłamstwo dla ludzi z ministerstwa. Może powiem, że Draco mnie porwał? W sumie nie taki zły pomysł, ale nie mógłbym mu tego zrobić. Najlepiej jakby było to w jakiejś części prawdą, łatwiej się kłamie, a ludzie szybciej uwierzą. Moje rozmyślania, przerwał trzask w kominku. 
 - Harry! Kurde, gdzieś ty się podziewał cały dzień?! - krzyczał od progu Ron. 
 - Noo była pewna sprawa do załatwienia, bardzo ważna  - dodałem od razu.
 - Ach tak? Bo jest u nas Ginny i powiedziała, że jakiś Twój stary kumpel ze szkoły przyjechał - przypomnijcie mi, żebym potem rzucił na nią obliviate. 
 - Właśnie tak było. 
 - No to kto to był? Muszę go znać przecież. 
 - Noo wiesz ten z Hogwartu
 - Uuu od razy jaśniej - Ron popatrzył na mnie jak na niedorozwiniętego - może więcej szczegółów? 
 - Och no co mam Ci go opisywać! Spotkaliśmy się w barze, wypiliśmy, ja trochę przesadziłem, więc zabrał mnie do siebie i zasnąłem u niego, więc już mnie nie budził. Rano zjadłem śniadanie, Malfoy podał mi eliksir na kaca, grzecznie się pożegnałem i wróciłem do domu, a tu od progu Ginny mi mówi, że pościg aurorów chcieli za mną wysłać i... - nie dokończyłem, bo przerwał mi krzyk przyjaciela. 
 - Malofy?!! To u niego byłeś?! Harry kurde, czy ciebie pokurwiło?! 
 - Noo, no tak - Pięknie! Sam siebie wkopałem... w myślach walnąłem pięknego facepalma 
 - Aha, a można wiedzieć co tobą kierowało? 
 - Słuchaj, jak on mnie już spotkał, to byłem pijany, więc... w ogóle nie będę się tłumaczył.
 - Racja, mi nie, ale za to szefostwu jak najbardziej. 
 - To dlatego tu przyszedłeś?
 - Taa 
 - No to zbierajmy się.
Wylądowaliśmy w głównym holu Ministerstwa Magii i od razu skierowaliśmy się do wind. 
  - Bardzo źli? – zapytałem z nadzieją w głosie. 
  - Hm… Wyszedłeś wczoraj w środku dnia, dzisiaj nie dałeś znaku życia, mamy nowego pracownika, a z papierkową robotą jesteśmy w czarnej dupie.
  - Rooon, ale ja musiałem… Nie wytrzymałbym tutaj. 
  - Słuchaj, nigdy nie chciałeś mi powiedzieć o co chodzi z tym Cedricem, byliście dobrmi kumplami, a z dnia na dzień znienawidziłeś go bardziej niż Malfoya… 
  - Miałem swoje powody - powiedziałem przez zaciśnięte zęby. 
  - No to powiedz wreszcie o co chodziło! 
  - Nie – W tym momencie wielbiłem głos w windzie, który oznajmił: „Biura aurorów”.
  - Idziesz ze mną? – zapytałem.
  - Nie bardzo mogę… Zaczekam przed drzwiami. 
  - Okej. 
Otwarłem drzwi i ujrzałem małe pomieszczenie za którym siedziała sekretarka w podeszłym wieku. Wszystko było tutaj w odcieniu ciemnego brązu lub czerni, trochę przygnębiający nastrój, ale o gustach się nie dyskutuje. 
  - Dzień dobry – przywitałem się.
  - Dzień dobry. Pan Colins już pana oczekuje – wskazała mi ręką drzwi ze skórzanym obiciem. Zapukałem cicho i przekręciłem okrągłą gałkę. 
  - Panie Potter, witam – uścisnął mi dłoń z serdecznym uśmiechem.
  - Podobno pan mnie wyzwał. 
  - No tak, tak… Dlaczego pan wczoraj opuścił swoje stanowisko pracy bez pozwolenia. 
  - Z powodów osobistych. 
  - Rozumiem, rozumiem, ale doszły mnie słuchy, że nie odpowiada panu nowy pracownik.
 - Owszem i chciałbym wiedzieć, dlaczego nie zostałem poinformowany o naborze nowych pracowników.
  - Tyle mieliście ostatnio na głowie. Do tego szykuje się nowa misja. Nie wiedziałem powodów, żeby 
informować o takiej błahostce 
  - Jednak prosiłbym o informowanie mnie, jeśli znów będziecie szukać kogoś nowego. 
  - Oczywiście, oczywiście, ale teraz inna sprawa. 
  - Słucham? 
  - Dlaczego zrobił sobie pan dzisiaj wolne?
  - Przecież mam jeszcze urlop. 
  - Tak, ale trzeba wcześniej informować, jeśli zamierza pan go wybrać, więc pytam, jaki był tego powód?
  - Skoro to takie ważne… Doszły mnie słuchy, że młody Malfoy wrócił z Francji do Anglii. Jest on oczywiście oczyszczony z zarzutów, ale wolałem to sprawdzić, więc wyśledziłem go. 
  - Dlaczego nie wziąłeś sobie kogoś do pomocy?
  - Sam pan powiedział, że mamy dużo na głowie. Nie chciałem ludziom dowalać jeszcze więcej i to z powodu takiej błahostki – uśmiechnąłem się przebiegle. Jak tak ze mną grasz to nie będę Ci dłużny.
  - I co z tym Malfoyem? 
  - Wszystko wskazuje na to, że jest czysty. 
  - A mogę wiedzieć dlaczego nie wrócił pan na noc do domu? – gdy to usłyszałem, wstałem oburzony i powiedziałem:
  - Pan wybaczy, ale to akurat moja sprawa, gdzie i z kim spędzam noce. Ja wiem, że społeczność czarodziejów i tak wie o mnie prawie wszystko, ale pozwoli pan, że zachowam resztki mojego intymnego życia dla siebie.  Opuściłem gabinet, pożegnałem się grzecznie z sekretarką i wyszedłem do Rona. 
 - I jak? 
 - Wszystko w jak najlepszym porządku
 - Czy tobie wszystko zawsze ujdzie na sucho? – śmiał się Ron.
 - No wiesz… To chyba ten mój urok osobisty – zamrugałem oczami jak kokietka i obaj wybuchnęliśmy śmiechem, objołem go ręką za ramiona i zapytałem – To co? Może małe piwko? 
 - Czytasz mi w myślach! 
 - To ustalone, tylko trzeba zgarnąć parę osób po drodze 
 - Trzy Miotły, przygotujcie się, bo nadchodzimy! 
Otworzyłem kopem drzwi, a Seamus prawie zleciał z krzesła.
 - Kurde Potter, chcesz żebym zszedł na zawał?
 - Ależ skąd… Jest misja panowie! 
 - Coo? Ale za pięć minut kończy mi się zmiana! – zaczął narzekać Dean.
 - Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia, Thomas. Idziemy wszyscy razem do Trzech Mioteł, ale jeśli naprawdę nie możesz, to trudno… 
 - Czy ja coś w ogóle mówiłem? Za chwilkę będę gotowy!
 - Ja tak samo szefie! Łuhuhu jak ja cię kocham, kocham! Harry... Jesteś najzajebistrzym szefem na świecie. – cieszył się jak dziecko Seamsus. 
 - No to szybciej, szybciej, bo zaraz tutaj korzenie zapuszczę. 
 - Gotowi! – krzyknęli jednocześnie. 
 - A ty tu czego? – warknąłem, kiedy zobaczyłem wysokiego bruneta.
 - Jak wszyscy, to wszyscy… szefie. 
 - Ty nie bierzesz udziału w misjach, przykro mi – ale mój wyraz twarzy mówił kompletnie co innego. Nie dość, że mam oglądać teraz codziennie jego gębę, to jeszcze chce się wkręcić do.naszej paczki! Co za...Ugh!!
  - Harry, wieź przestań! Cedric, chodź z nami! – Seamus pociągnął go za ramię i wyszliśmy w piątkę, a miało być tak pięknie… 
 - Ale na pewno nie będę przeszkadzał? 
 - Tak, będziesz. Idź do.domu.
 - Nie słuchaj go, on tak zawsze, będzie świetnie, mówię Ci! 
 - Więc nie wypada mi odmówić. 
Super! Chciałem się rozluźnić i móc jeszcze jeden dzień, nie myśleć o tym człowieku, ale nie można! Muszę znaleźć jakiś sposób, by najszybciej się go pozbyć, bo inaczej sam go zaavaduję! Merlinie… dlaczego właśnie ja? Dlaczego ten człowiek wrócił do mojego O.tak chujowego życia... Jedyne 2 przyjemności to spotkania z chłopakami i wyjazdy na misje, a teraz zostały tyko misje, ale znając moje szczęście to nic pewnego i jeszcze ten idiota może się do nich wkręcić. Przysiegam, że wtedy zmienię pracę, albo sprawię, że spotka go taki mały, drobniutki wypadek. To by było piękne.

...

Mam nadzieję, że rozdział jako tako Wam się spodobał... Wiem, że mało akcji na razie, ale wiadomo jak to z początkami jest :> Bardzo proszę o wyrażanie swoich opinii w komentarzach, bo to dzięki nim mam takie zastrzyki weny ^.^
~Feniksa

sobota, 11 stycznia 2014

PDAW: Rozdział 4: Powrót do rzeczywistości

Witajcie moi mili ponownie! Z całego serduszka mego, chciałabym podziękować nowym komentującym, czyli: Mori, Bruzda, PinkBeats. Oczywiście dziękuje też moim stałym komentatorom! ^^
Mam nadzieję, że kolejna część również przypadnie Wam do gustu ;)
Zapraszam do czytania i komentowania!

...

 Szedłem żwawym krokiem w stronę rezydencji Malofyów. Teraz można zadać pytanie: „Czemu po prostu się tam nie teleportujesz?”. Ano dlatego, że jakoś nadeszła mnie ochota, żeby się przejść... Nie wiem dlaczego, czasami już tak mam i tyle. Stanąłem przed ogromną, czarną bramą i wszedłem bez zaproszenia. Chyba jako przyjaciel rodziny mam takie prawo, prawda? Szedłem długim chodnikiem, który prowadził do solidnych, drewnianych drzwi z kołatką w kształcie węża. Zastukałem raz i po chwili drzwi otwarły się, a za nimi stała bardzo dobrze mi znany skrzat.  - Panicz Zabini - zniżyła się do samej ziemi. - Witaj, Nutko. Draco poprosił mnie o przyjście, czy mogłabyś mnie wpuścić?  - Oczywiście - odsunęła się z przejścia i ręką wskazała bym szedł dalej. - Dziękuje.Nie wiem czemu, ale zawsze jakoś lubiłem tę skrzatkę, miłe z niej stworzonko, no i znałem ją od małego. Pamiętam jak nie raz zabawiliśmy się z Draco trochę za bardzo, nigdy nas nie wydała. Od tego czasu mam do niej małą słabość, ale oczywiście nigdy bym się do tego nie przyznał. Wolnym krokiem zmierzałem w kierunku sypialni mojego przyjaciela. Minąłem salon, w których był niemałych rozmiarów kominek, czarna sofa  i mały stolik do kawy. Swoje kroki skierowałem w prawo, gdzie powinna znajdować się sypialnia Dracona. Tyle lat już tu przychodzę, a nadal mylą mi się pokoje. Często wchodzę do sypialni gościnnej zamiast jego.  - Draco, Draco… Dzisiaj jestem Twoim królem, ponieważ przyniosłem Ci pewien cudowny napój – po woli wyjrzałem zza drzwi i to co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W samych bokserkach, na łóżku, w domu mojego przyjaciela, siedział nie kto inny, jak sławny Chłopiec – Który – Przeżył. ...Obudziłem się, nie wiedząc nawet, która jest godzina. Chciałem otworzyć oczy, ale poskutkowało to tylko tym, że niemal jęknąłem z bólu. "Co ja wczoraj do cholery robiłem?". Zebrałem się w sobie i powoli rozchyliłem powieki. Wielki, ścienny zegar wskazywał 12 w południe. No i pięknie… Już nie mam po co iść do pracy. Lepiej dla mnie, gdy się tam w ogóle nie pojawię, od razu by mnie zabili. Trzeba będzie wymyśleć jakieś dobre kłamstewko, no bo jak to mówią: „Dobry bajer, połową sukcesu”. Zdjąłem z siebie srebrną pościel i próbowałam się przygotować, na wstanie z łóżka. Chwila, chwila… Ja nie mam srebrnej pościeli, ani wielkiego zegara ściennego w sypialni! Gdzie ja jestem i najważniejsze pytanie, co ja wczoraj robiłem i z kim?! Nagle drzwi do pokoju otwarły się, a ja z wrażenia usiadłem na łóżku. - Draco, Draco… Dzisiaj jestem Twoim królem, ponieważ przyniosłem Ci pewien cudowny napój. POTTER!? - C..co ty tutaj robisz? – zapytałem niepewnym głosem. - Raczej to moja kwestia. Co ty na Merlina robisz u Draco w mieszkaniu! - U jakiego Draco? - Draco Malfoya, a niby kogo innego? - Przecież on siedzi gdzież w Paryżu. - Raczej siedział. Błagam, tylko nie mów mi, że wy… razem - CO?! – przerwałem mu natychmiast – O czym ty człowieku mówisz, myślisz...CO?! – W sumie to nie byłem pewny, a raczej nie wiedziałem co się wczoraj działo, ale wątpię bym oddał się Malfoyowi po paru drinkach. - Ludzie! Co to są za krzyki nad ranem? – Do pokoju wszedł sam gospodarz domu, nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę go w takim stanie! Rozwalone włosy, zaspana i skacowana twarz. To nie ten zawsze piękny arystokrata, którego kiedyś znałem, ale to znaczy, że on też pił, a to nie zapowiada niczego dobrego. - Draco, mój przyjacielu! Powiedz mi…Co tutaj robi nasz znajomy? - Kto? - Harry Potter we własnej osobie, na twoim łóżku, w twoim domu, w samej bieliźnie! - Aaa no siedzi, nie widzisz? Czasami dziwne pytania zadajesz, no ale cóż. Masz to o co prosiłem? - Mam, mam, ale wiesz, że nie można przyjmować tego na pusty żołądek. Idę na dół coś zrobić, a wy się ogarnijcie i zaraz zejdźcie. - Dobra, dobra mamusiu.Okej. Siedzę prawie goły w domu mojego wroga, nie wiem co tutaj robię i skąd się tutaj wziąłem, a z poprzedniej nocy pamiętam tylko tyle, że piłem u Bena, a potem przyszła jakaś natrętna dziennikarka, którą mój dobry kolega, wyrzucił za drzwi.    - Dobra Potti, ubieraj się. - Czekaj! – ała… może lepiej nie będę już podnosić głosu. - Słucham Cię? - Co ja tutaj robię? - Och Potem Ci wszystko opowiem, a teraz zbieraj się, tam masz łazienkę do swojej dyspozycji, tylko nie naświń.No to nie pozostaje mi nic innego, jak umyć się i iść na dół wszystkiego się dowiedzieć. Wszedłem do łazienki, która była wprost cudowna! Co jak co, ale łazienka musi być u mnie na poziomie. Od razu dostrzegłem w rogu ogromną, marmurową wannę, która pomieściła by bez problemu ze trzy osoby. Odkręciłem kurki, a z nich trysnęła woda z dodatkiem płynu do kąpieli. Nie byłem dobry w odróżnianiu zapachów, ale na pewno głównym składnikiem były frezje, wszędzie rozpoznałbym ich zapach.  Zanurzyłem się po uszy w ciepłej wodzie i poddałem się relaksującym zapachom, wodzie i ciszy. Wiedziałem, że nie może to potrwać zbyt długo, ale parę minut  jeszcze nikogo nie zbawiło. Dobra, koniec tego dobrego. Wziąłem gąbkę do ręki, nalałem na nią płynu, który stał na brzegu wanny i zacząłem namydlać swoje ciało. Zapach był wprost oszałamiający, na pewno kosztował majątek. Z bólem serca, musiałem spłukać z siebie pianę i zabrać się za włosy.  Gdy masowałem swoją głowę palcami w powietrzu unosił się delikatny zapach różanego ogrodu. Z przyjemnością zaciągnąłem się i rozkoszowałem nim w swoich nozdrzach. Merlinie… mógłbym już nigdy nie wychodzić z tej łazienki, ale jak mus to mus. Spłukałem z siebie całą pianę, wyszedłem z wanny, wytarłem ręcznikiem i ubrałem wczorajsze ubranie, które o dziwo nie śmierdziało alkoholem, a znów bukietem jakiś kwiatów… Ktoś je musiał wyprać i wyprasować, tylko pytanie kto? Ale w tej chwili było to najmniej ważne. W miarę możliwości uczesałem swoje czarne włosy, które od czasów szkolnych nic się nie zmieniły. Jedynie zgęstniały, co sprawiło tylko to, że jeszcze gorzej się układają, ale ja tam lubię swój artystyczny nieład na głowie. Kiedy w końcu wyglądałem w miarę jak człowiek, wyszedłem z łazienki, a w pokoju czekała na mnie mała skrzatka. - Panie Potter – skłoniła się niemalże do samej ziemi – panicz Malofy przysłał mnie, żebym zaprowadziła pana na śniadanie. - Ym… Dziękuję – Kompletnie nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, bo sam nie posiadałem skrzata, Hermiona by mnie zabiła, więc po prostu za nią ruszyłem.  Dom był ogromny, jeśli było się w nim pierwszy raz, bez problemu można by się było w  nim zgubić. Schodziliśmy po krętych schodach, minęliśmy jakiś salon, jeden z wielu, jak przypuszczałem, i doszliśmy do jadalni, a przy stole siedział już mój komitet powitalny, czyli Zabini i Malofy, dziwne, że jeszcze Lucjusz nie wpadł, żeby mnie zobaczyć, ale kto ich tam wie. Zaraz pewnie wyskoczy z kominka i zrobi mi zdjęcie do Proroka z nagłówkiem: „Skacowany Potter u Malfoyów je śniadanko o dwunastej w południe!”. - Co tak stoisz? Myślisz, że zaraz jakiś reporter wyskoczy i zrobi Ci zdjęcie, czy jak? - Co? - Ja rozumiem, że masz kaca Potter, ale mógłbyś się wykazać większą elokwencją – zirytował się Malfoy. - Dobra Smoczku, zostaw go, siadaj Potter i jedz jak dają! - Dziękuje i smacznego – usiadłem przy jednym wolnym nakryciu. - To jak Ci smakuje moja jajecznica? - Wyborna – odpowiedziałem mu grzecznie. - Och wiem! Ale lubię jak się mnie chwali – cieszył się jak głupi. Resztę jedzenia spędziliśmy w niebyt komfortowej ciszy przez którą miałem wrażenie, że zaraz się udławię. W końcu, gdy wszystkie talerze były puste, odezwałem się. - Może kto mi wreszcie wyjaśnić co ja tutaj robię? - A po co wyjaśniać, jak są prostsze sposoby? Blaise, czyń honory. - Już się robi! – Zabini podał mi kielich, w którym był jakiś eliksir o niezbyt przyjemnym zapachu. - Co to jest? – zapytałem. - Eliksir na kaca, a co myślałeś?  - I mam to wypić wierząc wam na słowo? - popatrzyłem na nich jak na największych debili. - Czy ty Potter nie możesz po porostu przyjąć pomocy? Daj to! - wyrwał mi dość brutalnie kielich z ręki i wypił połowę zawartości - Teraz wypijesz? - co prawda chciałem jeszcze powiedzieć, że może mieć gdzieś antidotum i potem je wypić, ale sam doszedłem do wniosku, że nic nie zyskają tym, że mnie zabiją.  - Daj... - przechyliłem srebrne naczynie i wypiłem wszystko duszkiem. Smak nawet nie był taki zły. W sumie to był neutralny i co najważniejsze, nie powodował odruchów wymiotnych.  Odstawiłem pusty już kielich i uśmiechnął się do siebie w uldze, że okropny ból głowy mi minął. Nie zdążyłem się tym szczęściem nawet nacieszyć, bo po chwili wszystkie wspomnienia uderzyły we mnie niespodziewanie. Ja, siedzę sam w barze, nagle przychodzi Malfoy. Oczywiście na początku miałem go gdzieś, ale im więcej procentów trafiło do mojego organizmu tym bardziej stałem się otwarty. Rozmawialiśmy w sumie o niczym, jak starzy dobrzy kumple. Było już po dwudziestej trzeciej kiedy Ben powiedział nam, że zamyka i musimy się zbierać, byłem nieźle wypity, więc Malfoy musiał mnie podtrzymywać, żebym się nie przewrócił. Teleportowaliśmy się do jego domu i chyba potem zasnąłem, bo już nic nie pamiętam…  - Haha! – śmiał się Zabini – kocham ten wyraz twarzy u ludzi, kiedy wypiją eliksir i przypominają sobie poprzedni dzień haha - Wszystko super, ale to nie tłumaczy dlaczego byłem goły! - Och… Potter, nie goły, nie goły, tylko w bieliźnie. Ściągnąłem z Ciebie ubrania, żeby Nutka je wyprała i tyle.  - Okej. Dziękuje za gościnę i tak dalej, ale muszę się zbierać, bo Ginny mnie zabije – skrzywiłem się. - Leć, leć!  - Paaa, Potti! – pożegnał się Blaise, po czym wybuchnął śmiechem. Nigdy nie rozumiałem tego kolesia, ale mniejsza z nim. Jak tylko wyszedłem na dwór i przekroczyłem ogromną bramę Malfoy Manor, teleportowałem się do domu. Otwarłem cicho drzwi i skradałem się na palcach, jak nastolatki w amerykańskich filmach, kiedy wrócą do domu, po godzinie policyjnej. Nic to nie dało, bo Ginny stała w salonie i nerwowo przytupywała nogą.  - Dzień dobry – uśmiechnąłem się miło. - Dzień dobry? Dzień dobry?!! Gdzieś ty był całą noc! Dzwoniłam do Rona i mówił, że po tym jak wyszedłeś o 17 z biura, nikt cię nie widział! Wiesz jak się zamartwiałam?! Mieli już po Ciebie wysłać patrol aurorów!  - Sam przecież jestem aurorem… - powiedziałem pod nosem. - Gdzie byłeś?  - U starego kumpla – taaa kłam, kłam, tylko dobrze.  - U którego niby?  - Nie znasz. Wyjechał zaraz po wojnie i teraz wrócił, spotkałem się z nim, trochę wypiliśmy no i wiesz… - Wypiliśmy? – Noo i po mnie.  - Parę kremowych, ale nawet nie zauważlyliśmy, kiedy zrobiło się tak późno. Nie chciałem Cię budzić, więc zostałem u niego na noc.  - Ojj dziękuje, że się tak o mnie troszczysz – Ten ton głosu, nie zwiastował niczego dobrego.  - Widzisz? Przepraszam Ginny… - skruszyłem się. - Cokolwiek. Ja idę teraz do Miony, a ty rób co chcesz. – Wyszła trzaskając drzwiami. No to parę następnych dni zapowiadają się cudownie… Mam tylko nadzieję, że będą to ciche dni, bo ciągłych pretensji nie zniosę, a gdyby tego było mało w pracy czekał mnie o wiele większy problem w postaci pewnego Puchona i to wszystko za to, że uratowałem świat od zguby!
No to na dzisiaj tyle ;) Jeszcze raz bardzo dziękuje za wszystkie
komentarze i mam nadzieję, że będziecie się nadal odzywać ^.^ Innych też zapraszam do ujawnienia się  : >


Mam nadzieję, że nowy rozdział się Wam spodobał, co prawda nie było gwałtu na skacowanych Harrym, no ale nie wszystko od razu xD
Zapraszam do komentowania ;)
Ps. Na każdy Wasz komentarza zawsze odpowiadam, więc jeśli jesteście ciekawi mojej ekstazy po kolejnych otrzymanych opiniach, to zapraszam ^^
~Feniksa

niedziela, 5 stycznia 2014

PDAW: Rozdział 3 Spotkanie po latach

Wiem, że miało być na święta, ale niestety nie dałam rady... przepraszam :< Za to tak na dobre (mam nadzieję) rozpoczęcie roku rozdział ;) Życzę Wam wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, miłości, zdrowia, pieniędzy :D  Zapraszam do czytania i komentowania :*

Aha! Jeszcze sprawa wagi państwowej! Tutaj link do bloga: http://verrmor.blogspot.com/. Pewien Pan na prawdę świetnie pisze i nie pożałujecie, jeśli tam zajrzycie ^.^

Ps. Przeprasza za wszelkie błędy, ale dodane na szybko, jak wrócę to jeszcze sprawdzę ;) 

...
Patrzyliśmy na siebie w niedowierzaniu. Co ON tutaj robił?! Nie dość, że najpierw Cedric, to jeszcze teraz on, a ja jestem pijany. Pięknie Harry, po prostu pięknie.
- Co ty tutaj robisz? - On się mnie śmie o takie rzeczy pytać?!
- Raczej co TY tutaj robisz. Podobno się wyprowadziłeś.
- Widzę, że nie jesteś doinformowany. Wróciłem całkiem niedawno i wszystko wskazuje na to, że zostanę na stałe - I ten jego firmowy uśmieszek! Jak on mi działa na nerwy!
- To miłego życia życzę.
Potuś... nie bądź ironiczny, ale wiesz, zaskoczyłeś mnie.
- Niby czym?
- Nie spodziewałem się, że to właśnie ciebie zobaczę, jak się staczasz w miejscowym barze haha!
Przemilczałem to, odwróciłem głowę i pociągnąłem łyk ze szklanki.
- Potter! Chyba nie powiesz, że się obraziłeś, co? - śmiał się nadal.
- Posłuchaj mnie. Miałem dzisiaj ciężki dzień i najchętniej rzuciłbym się z Wieży Astronomicznej... Po prostu powiedz o co Ci chodzi i daj mi święty spokój.
-Ej... A co ty taki nieprzyjemny? Potter, Złoty Chłopiec, wzór do naśladowania... - nie mogłem tego słuchać i uciąłem mu wpół zdania.
- Takie złote, że aż srebrne, ha!
- Czekaj... Co?
- Miałem być w twoim domku. Kto wie? Może byśmy razem w dormitorium zamieszkali i Gryfonów gnębili!
- Yyy, Potter? Mam się Ciebie bać?
Ssss - zmachałem językiem jak wąż.
- A tak właściwie to czemu nie jesteś Ślizgonem?
Poniewaś byłem gziecinymulocym, małym chłopcem - powiedziałem parodiując głos małego dziecka.
- A co w związku z tym?
- A to, że jak poprosiłem tiarę, żeby mnie tam nie dawała, to posłuchała - wzruszyłem ramionami.
...
Moje zdziwienie rosło z minut na minutę. Po pierwsze: Potter sam w barze, pije do lusterka. Po drugie: Jest chamski i wredny, ale może to wina mojej osoby? Po trzecie i co chyba najważniejsze: Potter miał być Ślizgonem?! I do tego ta stara szmata wysłuchała prośby biednej sierotki? Ugh... Zawsze wiedziałem, że z tą całą czapką, to jakiś przekręt jest.
- A jak tam Twoje życie uczuciowe? – zapytałem jak gdyby nigdy nic. 
Mrrr sielanka po prostu 
- To ilu się dorobiłeś? Przyznaj się. 
- Co Cię obchodzi zawartość mojego skarbca?
- O dzieci się pytam... 
- Żadnego! Jestem przecież w kwiecie wieku! Nie będę tego psuł żadnym bachorem! Chociaż Ginny cały czas mi tym głowę truje. 
- Dobrze, dobrze już... Uspokój się. Chwila! Nie mów mi, że jesteś z tą rudą! Haha – śmiałem się jak głupi. 
- A to jakiś problem? 
- A nie, nie. Wręcz przeciwnie! Wygrałem zakład i dostanę swoje pieniądze. 
- No to się cieszę Twoim szczęściem.
Gadaliśmy tak jeszcze dłuższy czas o życiu i mało ważnych sprawach, cały czas pijąc, więc nic dziwnego, że ja byłem wstawiony, a Potter no cóż... Nieźle pijany. 
- Dobra chłopcy – zaczął barman – Musicie się zbierać, bo zamykam. 
- To ja uciekam! – zawołał Potti, ale za daleko to on nie zaszedł, bo jak tylko wstał, podwinęła mu się noga i pewnie runąłby twarzą w podłogę, ale w ostatniej chwili podtrzymałem go. 
- Tylko mi się tam nie zabij po drodze, co Harry? 
- Bez obaf – świetnie... język już mu się plącze.
- To mój dobry przyjaciel. Bądź tak dobry i dopilnuj, żeby trafił do domu, co? – zapytał się mnie Ben. Nie powiem, zdziwiły mnie jego słowa, ale zgodziłem się. 
- Nie ma sprawy, to miłego wieczoru życzę. 
- Nawzajem. 
Wyszliśmy z baru i chodź sam nie byłem pewny swoich nóg, musiałem jeszcze prowadzić zalanego w sztok Gryfona, a myślałem, że tacy grzeczni są hahaTeleportowałem się z nim przed swój stary dom. Miałem nadzieję, że ojca nie będzie w domu i na szczęście moje modlitwy się ziściły, co w sumie było dziwne, bo ojciec rzadko nie wracał na noc. Posadziłem go na kanapie, a sam poszedłem do kuchni, by zawołać skarzatkę. 
Nukta? 
- Pan wzywał? – skłoniła się nisko. 
- Tak. Wiesz może, gdzie jest mój ojciec?
- Powiedział, że wyjechał w interesach i wróci jutro wieczorem. 
- Dziękuje. Mogłabyś przygotować mi i mojemu znajomemu, coś do jedzenia?
- A czego Pan sobie życzy? 
- Mogą być kanapki i herbata. 
- Oczywiście.
Wróciłem do pokoju, by wyciągnąć od niego gdzie mieszka i jak najszybciej się go pozbyć. 
- Potter - Zero reakcji... - Potter! 
Slucham ce? 
- Gdzie mieszkasz? 
- Uuu przylko mi, ale nie podaję adresu zamiszania na pierwszej randce. 
- Jakiej randce? Potter, to ja, Malfoy, pamiętasz? 
- Ależ oszywiście pięknisiu.. 
- W takim razie podaj mi adres. 
- Ale ja nigsie nie idę – zrobił minę naburmuszonego dziecka, co muszę przyznać było urocze, nawet jak był pijany.
- Niby czemu? – zdziwiłem się. 
- Bo tam będzie Ginny i na pewno znowu będzie krzyczeć i krzyczeć... Wiesz jakie to męczące! 
- To po się z nią ożeniłeś?
- Jeszcze nie oszeniłem! 
- Okej, okej. A gdzie będziesz spać? 
- U Seamusa – Za cholerę nie wiedziałem o kogo mu chodzi. 
- A nie lepiej u Rona? 
- Nie! Bo tam jest Miona i wszystko jej powie. 
Haha! Nie mów, że Granger jest z Weasley'em? 
- No jes
- Okej, to gdzie mieszka ten cały Seamus? 
- A ja wiem? Źwne pytania zadajesz. 
- Jak to nie wiesz?! 
- No normlanie... Nie irytuj się tak, bo zloś pieknosi szkodzi. 
- To twój przyjaciel. Musisz wiedzieć. 
- Nie wiem. Zawsze się tam teleportowałem i już. 
- No to teleportuj się.
Psylko mi, ale chyba nie jestem w stanie.
- A jak on ma na nazwisko? 
Finnigan. 
- Nutka. 
- Pan wzywał? 
- Tak. Proszę idź do domu Seamusa Finnigana i zaprowadź go do nas. 
- A co z kolacją?
Dokończysz jak wrócisz. 
- Jak Pan sobie życzy. Przynajmniej jedna ogarnięta istota w tym domu. Nie wiem czy Potter udawał czy nie, ale po woli zaczynał mnie już wkurzać. 
- Idę do kuchni zrobić coś do jedzenia, a Ty tu siedź i nigdzie się nie ruszaj. Dobra, dobra. Na kuchennym blacie stał talerz z trzema kanapkami. Za mało, więc musiałem resztę dorobić sam. Kanapek chyba nie da się popsuć, prawda? Wziąłem nóż, masło, szynkę, sałatę, ogórek i oczywiście chleb. Wielbić Merlina, że był pokrojony. Posmarowałem trzy kromki, porozcinałem je na pół i czas na szynkę. Nie mam pojęcia jak ona pokroiła ją tak cienko, ale ja starałem się jak mogłem i powychodziło plasterki grube na 5 cm, to samo było z ogórkiem. Dobrze, że sałaty nie trzeba kroić. Spojrzałem na moje kanapki, a potem na kanapki Nutki i się załamałem, ale potem stwierdziłem, że on i tak jest pijany, więc nie zauważy różnicy. 
- Masz Potter, jedz. Potter? Nie mów mi, że zasnąłeś... Świetnie! – pochyliłem się nad nim, złapałem za ramię, lekko potrząsając i wołając jego imię. Nadal nic. Uznałem, że nigdy go nie obudzę i zrezygnowany sam zacząłem jeść kanapki, czekając na powrót skrzatki, która pojawiła się za chwilę z głośnym trzaskiem i niestety była sama. 
Panicza Seamusa nie ma w domu 
Ech można się było tego spodziewać. 
- Dobrze, dziękuje Ci, kolacji nie musisz już robić, ale prosiłbym o herbatę dla mnie 
- Jak sobie Pan życzy – skłoniła się, zniknęła i po chwili pojawiła się z ciepłą herbatą. Sam dojadłem kanapki i wypiłem ciepłą herbatę. Potem podniosłem się z kanapy, wziąłem różdżkę i przelewitowałem mojego niezapowiedzianego gościa do wolnej sypialni. Położyłem go na łóżko, ściągnąłem z niego buty, spodnie, koszulę. Zostawiłem go w samych bokserkach i przypomniało mi się czemu kiedyś miałem na niego taką ochotę. Jego szczęście, że mi przeszło, a może i nie? Przykryłem go kołdrą i poszedłem do swojej sypialni. Rozebrałem się do bokserek i rzuciłem się zmęczony na łóżko. Jutro na pewno będę miał kaca. Trzeba będzie wezwać Blaise'a, ona zawsze miał zapas eliksiru na kaca, ale to dopiero rano, teraz jestem zbyt zmęczony.

...

Trochę krótko, ale będę wiedzieć jak zacząć następny rozdział i może nie będzie musieli tyle czekać :>
Życzę szczęśliwego Nowego Roku :*
Aha! Na pewno wielu z Was zna Alex/Diabełka? Na pewno ^.^ Więc tutaj reklama jej stronki na FB: http://www.facebook.com/DiabelekWilku?ref=notif&notif_t=page_name_change, lajkujcie, lajkucie ^.^
Będę wdzięczna za jakiekolwiek komentarze ^.^
~Feniksa

czwartek, 19 grudnia 2013

PDAW: Rozdział 2: Powrót Przeszłości

Wiem, że się opierdalam równo, ale normalnie w szkole zapanował nowy wymiar patologi =,=  a życie leci i nawet nie wiem kiedy te dni przemijają :< Bardzo dziękuje za tyle wspaniałych komentarzy pod ostatnim rozdziałem, po niektórych aż mi się łezka zakręciła i tyle nowych osób doszło w komentarzach i nowi obserwatorzy ^.^ Jesteście cudowni i przepraszam, że może wyglądać to tak, że Was olewam, ale na prawdę tak nie jest i aż mi głupio za taką ciszę... Wy mi tyle pochwał, a jak takie coś odwalam :c Mam nadzieję, że nie jesteście (aż tak bardzo) źli :*
Zapraszam do czytania i komentowania :D

...

-Harry! Harry! 
-Co jest? - zdziwiłem się na widok zdyszanego Rona.
-Nie... nie... nie uwierzysz kogo zatrudnili!
-Brada Pitta haha - zaśmiałem się.

-Kogo? Zresztą nieważne... Cedrica!
-No i co w związku z tym? - zapytałem się nie wiedząc czym się tak ekscytuje.
-Harry! Cedrica! - popatrzyłem na niego nadal nie wiedząc o co mu chodzi. - Kurwa! Cedrica! Cedrica Diggory'ego! 
Jak to usłyszałem, miałem wrażenie, że ziemia przestała się kręcić, powietrze było jakieś ciężkie i ogólnie nie dało się oddychać.
-A..ale on wyjechał, miało go nie być, miałem mieć już spokój..- gadałem bez ładu i składu. - To na pewno TEN Cedric? - Błagam powiedz nie.. powiedz nie...
-Na pewno, widziałem zdjęcie w jego kartach. 
-Dlaczego nic nie wiedziałem o nowym pracowniku? Jestem tu szefem do cholery jasnej i nic nie wiem o naborze nowych pracowników?!! - krzyczałem na Bogu ducha winnego Rona.
-Też się dzisiaj dowiedziałem... Z tego co mówił Frank, przydzielił go ktoś z góry, bo niby nie ogarniamy papierkowej roboty czy coś...
-W dupie to mam, chcę papiery reszty kandydatów, nie będę z nim pracował! 
-Też się cieszę na spotkanie po latach, Harry - to był ten głos, którego nie pomylił bym z żadnym innym, ten głos, którego miałem nadzieję nie usłyszeć do końca swoich dni. 
-Cedric. Pewnie liczysz na jakieś miłe powitanie, ale jedyne co mam Ci do powiedzenia to to, że długo miejsca tu nie zagrzejesz - Głos ani razy mnie nie zawiódł, byłem z siebie dumny.
-Oj mylisz się, bo specjalnie mnie tu ściągali i wątpię, żeby mieliod razu wyrzucić
Ten jego uśmieszek... Jak ja go nienawidzę! Giń... giń... GIŃ!
-No to witamy, a teraz zabieraj się do swojej roboty. Ja muszę się udać do szefostwa - Ucieczka. Jakie to żałosne, ale nic innego nie przyszło mi wtedy do głowy. Już otwierałem drzwi, kiedy nagle czyjaś ręka zamknęła mi je przed nosem, odwróciłem się i zobaczyłem twarz byłego Puchona, stanowczo za blisko mojej.
-Nie uda Ci się mnie unikać całe życie - powiedział cicho.
-Zawsze można próbować. 
-W sumie wróciłem tu tylko z twojego powodu, żeby odebrać to co moje... - zamruczał przy moim uchu.
-Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę Twój! - krzyknąłem, uderzyłem go w twarz i wyszedłem. Do pracy już dzisiaj nie wrócę, jak go zobaczę to nie ręczę za siebie. 
...
-Draco! Rusz swój sexi tyłeczek i wstawaj! - usłyszałem głos przyjaciela. 
-I tak go nie dostaniesz... - wymruczałem do poduszki.
-Och... Nie bądź okrutny, ranisz mnie, wiesz? 
-Możesz mnie w niego pocałować...
-Hm mam lepszy pomysł!
-AŁA! Popieprzyło Cię?! To bolało - powiedziałem smutno, kiedy Blaise z całej siły trzasnął mnie w tyłek. 
-Nie płacz, nie płacz, bo wiesz. A teraz wstawaj, bo podobno byłeś dzisiaj umówiony z kimś
-Zapomniałem! Która godzina?
-Ósma trzydzieści. 
-Mam dwie godziny, powinno wystarczyćSzybko podniosłem się z łóżka wleciałem do łazienki. Niestety musiałem zadowolić się tylko prysznicem, bo na kąpiele nie było czasu, przecież jeszcze musiałem ułożyć włosy!
-Draco! - usłyszałem łomotanie w drzwi - Przestań się pindrzyć i chodź na śniadanie.
-Już, już wychodzę - otworzyłem drzwi - o co tyle krzyku.
-Ja bez śniadania nie funkcjonuję, a mało czasu zostało - poskarżył się Zabini, a ja ruszyłem za nim do jadalni.

-To co tam takiego przygotowałeś? 
-Jajka na miękko - powiedziałam z dumą.
-Mniam! Uwielbiam jajka... - powiedziałem rozmarzonym tonem.

-Wiem. Co chcesz do picia?
-Herbatę i kawę.
-Nadal ten sam nawyk? - zaśmiał się krótko.
-Taa, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
-Do stołu podano! - Blaise wszedł z tacą, na które stały parujące napoje i miska z jajkami, talerzyki, łyżeczki i to coś na jajka.
-Niby zwykłe jajka, ale smakują wybornie - pochwaliłem go.
-No bo w końcu to ja je przygotowałem, nie?
-Nadal lubisz gotować - stwierdziłem fakt.

-A Ty nadal nie potrafisz haha!
-Co prawda to prawda. Ja nawet makaron potrafię zepsuć.
-Tiaa... Muszę pamiętać, żeby nie jeść niczego, co przygotowały Twoje arystokratyczne łapki hehe
-Proszę! Śmiej się z biednego człowieka! - zrobiłem smutną minkę.
-Co jak co, ale do biednych to Ty nie należysz.
-Ty mnie kolego za słówka nie łap, zjadłeś?
-Ta, ale tobie jeszcze kawa została.
-Pff! - kawa już zdążyła przestygnąć, więc wypiłem ją jednym duszkiem. - A teraz chodź, bo serio się spóźnimy.

...
Z głośnym trzaskiem wylądowaliśmy przed budynkiem. Nie był zbyt dużo, ale z zewnątrz wyglądał bogato i nowocześnie, idealnie się nada na kancelarię! Okna były przyciemniane, a dach z różnymi wzniesieniami. Był on pomalowany na szaro, a przez jego środek biegł jasnobrązowy pas, wykonany z drewna, a cały tren ogrodzony był czarnym płotem z bogatymi zdobieniami.
-Robi wrażenie - zagwizdał Blaise.
-Mam nadzieję, że w środku nie wymaga generalnego remontu, chodź.
Weszliśmy do środka i kamień spadł mi z wątroby... czy tam z serca, jak kto woli. Budynek w środku był świeżo pomalowany, co można było wywnioskować po tym, że w powietrzu unosił się zapach farby, a podłogi również wyglądały na świeco położone.
-Witam! - wyszedł zza drzwi uśmiechnięty (jak zwykle zresztą) właściciel - Pan Malfoy i Pan...? - spojrzał na Blaise'a
-Mój przyjaciel. Blaise Zabini, Bradley Colin - wskazałem na nich dłonią - Bradley Colin, Blaise Zabini.
-Witam - skinął głową w stronę mojego ciemnoskórego znajomego. - Może od razy przejdziemy do rzeczy? - nie czekając na naszą odpowiedzieć kontynuował. - Generalny remont skończyłem trzy dni temu. Oczywiście zrobiłem też przegląd wszystkich instalacji i takich tam, więc nic nie powinno szwankować.
-A czy dostanę jakieś potwierdzenie? 

-Ależ oczywiście! Przy podpisywaniu umowy dam panu wszystkie dokumenty.
-A co z meblami? 
-Część się zachowała, ale może być ciężko, by dobrać potem coś pasującego. Chciałaby je pan obejrzeć?
-Nie, myślę, że nie.
-No to problem z głowy! - z zadowoleniem klasną w dłoń- Z tego co zrozumiałem, chciałby pan założyć tutaj kancelarię adwokacką?
-Tak.

-A co z drugim piętrem?
-Chciałbym je obejrzeć. Jeśli warunki będą mi odpowiadały, chętnie bym tu zamieszkał.
-W takim razie zapraszam - skierował dłoń w kierunku schodów. 

-Mrr pierwsze spotkanie i już nas na pięterko ciągnie - śmiał mi się do ucha Blaise. Chciałem... na prawdę chciałem zachować powagę, no ale jak? 
...
Drugie piętro pozytywnie mnie zaskoczyło. Było o wiele większe niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Była sporej wielkości łazienka, dwie sypialnie, coś na kształt średniej wielkości salonu i kuchnia, w której było dość miejsca by postawić stół z czterema krzesłami.
-I jak się Panu podoba? 

-Jeśli byłby na dzisiaj urządzony według mojego gustu, to mógłbym się nawet dzisiaj wprowadzać. 
-Czyli bierze Pan? 
-Teraz się mnie Pan na pewno nie pozbędzie - powiedziałem z uśmiechem na twarzy. 
-To zapraszam na dół, do biura. Zaczniemy podpisywać już wstępną umowę. 
...
Dlaczego on? Dlaczego to właśnie musiał być on? Wszystko już było takie piękne... Nawet z Ginny zaczęło mi się układać. Wiem, trudno w to uwierzyć, ale bywało gorzej. Jakby nie było nawet Malofy wyjechał niedługo po wojnie i z tego co wiem, siedzi teraz w Paryżu. Muszę się napić. Wiem, że to nie jest rozsądne wyjście, ale jak tego nie zrobię, to zabiję pierwszą osobę, która mnie zdenerwuje. Wszedłem do mojej ulubionej knajpki i usiadłem przy barze. 
-Harry! Co podać? - uśmiechnął się do mnie życzliwe kelner.
-Witaj Ben. Daj mi szklankę ognistej. 
-Ułł to widzę, że humorek nie dopisuje? Co się stało? - wziąłem spory łyk podanego trunku. 
- Przeszłość... - powiedziałem jak gdyby miało to wszystko wyjaśnić.
-O przeszłości trzeba zapomnieć i żyć dalej! 
-Zapomniałem, ale ona wróciła i to w bardzo brutalny sposób. 
-To jeszcze jedną szklankę? 
-Czytasz mi w myślach...
...

Całe podpisywanie tych papierków zajęło nam dłużej niż się spodziewałem. Na dworze już się ściemniało, ale nie wiedziałem, która godzina, bo telefon mi padł. Zabini oczywiście zmył się pod pretekstem spotkania.. Jak go tylko dorwę to nie ręczę za siebie! Ale teraz trzeba iść się odstresować. Wszedłem do mile zapowiadającej się knajpki i usiadłem przy barze, obok czarnowłosego faceta, który miał głowę wspartą na dłoni. Nie widziałem jego twarzy, ale skądś kojarzyłem te wiecznie rozczochrane włosy. 
-Co tam? - przywitałem się. Właściwie nie wiem dlaczego to zrobiłem, bo nie lubiłem poznawać nowych ludzi. Poczekałem chwilę, ale z jego strony nie doczekałem się odpowiedzi, nawet nie odwrócił się cham jeden! 
-Ekhem! - odchrząknąłem sugestywnie. 
-Czego? - zapytał. Nie, nie, poprawka, on to wywarczał. 
-Siedzisz taki przygnębiony. Pomyślałem, że chcesz pogadać. 
-Może jednak nie. 
-Pff! Nie to nie, ale mógłbyś zachować chociaż resztki kultury i odwrócić się, kiedy ktoś do ciebie mówi! - poniosły mnie nerwy, ale nienawidzę rozmawiać z plecami. 
-O co Ci chodzi człowieku! - odwrócił się zamaszyście nieznajomy, który wcale nie okazał się taki obcy jak myślałem. 
-Potter?!
-Malofy?! 

...

Wiem, że krótko i pewnie nie za ciekawie, ale mam nadzieję, że jakoś się Wam spodoba ;) Parę dni temu dodałam one-shota i doszły mnie słuchy, że nie da się go przeczytać, ale zaktualizowałam go i wstawiłam do zakładki "one-shoty", więc powinno działać :> Wiem, że notka bardzo krótka, ale mam zamiar jeszcze przed świętami, albo na święta coś wstawić, żeby jakiś prezent Wam dać, za to, że ze mną tyle wytrzymujecie :DBardzo Was przepraszam, że tak długo cicho byłam ._. Mam nadzieję, że jeszcze jednak to czytacie ._. Proszę o komentarze! Aha! i przypominam o pewnym forum, na które gorąco zapraszam :D http://vertdell.cba.pl/~Przepraszająca Feniksa
A tu wstawiam taką moją jedną z ulubionych świątecznych piosenek ^.^ Wesołych Świąt!! :D


sobota, 16 listopada 2013

One shot: Zamiana osobowości część 1

Bardzo, bardzo, bardzo x1000 przepraszam!! Boję się nawet spojrzeć kiedy była dodana ostatnia notka... :C Możecie bić i w ogóle... ;__;
 Nie mam weny na razie na nowy  rozdział, ale naszedł mnie (moim skromnym zdaniem) nawet fajny pomysł na taki o one-shot, oczywiście o naszych chłopcach ^^ Pomysł mnie jakoś nawiedził jak byłam z pieskiem na spacerze i postanowiłam napisać, także zapraszam do czytanie ^^
Ps. Zaczęłam to pisać jakoś na początku wakacji, ale jeszcze wcześniej... o_O Jak ten czas leci... No nic, mam nadzieję, że niej jest on najgorszy i Wam się spodoba ^.^
Zapraszam do czytania i komentowania :>
Wiem, że można się czasem nie połapać co kto mówi, więc słowa Harrego będą zapisane na czerwono, a Draco na zielono :>
Zapraszam do czytania... Jeśli ktoś w ogóle jeszcze czyta :<
...

Szedł sobie jak co dzień w towarzystwie czterech osób. Dwóch przyjaciół, do których można zaliczyć Blaisea i Notta, no i oczywiście swoich dwóch sługusów, czyli Craba i Goyla. Jak na arystokratę przystało, szedł w środku grupy i na pośrodku korytarza, a jego wierne pachołki, wszystkich uczniów, którzy mieli czelność ich nie przepuścić, spychali na ściany, nie żałując przy tym swojej siły, co za każdym razem, skwitowane było jękiem ofiar. I zapewne szedł by tak sobie dalej z dumnie podniesioną głową, lecz przeszkodziła mu w tym pożal się boże Złota Trójca.
-Proszę, proszę.. Potter i twoje wierne pieski, które żyją w blasku twojej, jak inny sądzą "sławy"
-Zamknij mordę Malfoy! - ostrzegł Ron.
-Nie mówiłem do ciebie...
-Jeśli mówisz do Harrego, to również i do mnie. 
-Nie myślałem, że potrafisz być jeszcze bardziej żałosny niż jesteś... A tu proszę niespodzianka!
-Odwal się od niego, fretko. - powiedział Harry, wyciągając przy tym różdżkę.
-Widzę, że z wami nie da się zabawić... Od razu was ciągnie do wojny, a przecież jesteście zwolennikami tej jasnej strony. 
-Pieprz się Malfoy.
-Z przyjemnością o ile nie mówisz o sobie Granger. - uśmiechną się ironicznie.
-Możesz pomarzyć... Prędzej wybrałabym Filcha niż ciebie. 
-No przynajmniej ktoś na twoim poziomie... Chodź w sumie nawet nędzny charłak nie zasługuję na takie poniżenie jak szlama.
-Przegiąłeś... Drętwota! - krzykną rudzielec.
-A więc tak się bawimy? - zapytał retorycznie blondyn, po tym jak poprzez tarczę odrzucił zaklęcie. -Duro!
-Expelliarmus. - krzyknął Potter.
-Furnuculs. - odpowiedział Draco.
-Immobilus!
-Rictusempra!
-Sectumsempra!
-Tarantallegra!
-Personalitatem Restituo! - krzyknął Goyle i schował się za Draconem, a z jego różdżki wystrzelił fioletowy promień, który uderzył w Pottera, który niczego się nie spodziewał z jego strony. Stał tak nieruchomo, nie mając pojęcia na co ma się przygotować. Nagle z jego piersi, wyskoczył granatowy promień i trafił w blondyna. Nastała cisza i nikt się nie odzywał. W końcu Hermiona nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć na  cały korytarz.
-Do końca zidiociałeś? Jak mogłeś zrobić coś tak głupiego?!!
-Zamknij się Granger, przecież nikomu nic się nie stało... - powiedział spokojnie Nott.
-Ha ha! -zaśmiała się ironicznie. - Wszyscy żyją, więc waszym zdaniem jest ok? Zapewne nie wiedzie do czego służy zaklęcie Personalitatem Restituo...
-No w sumie to nie, ale raczej nic strasznego skoro wszystko jest dobrze... 
-Jak można być tak głupim! Zaklęcie  Personalitatem Restituo służy do zamiany osobowości! Zorjenotwał byś się gdybyś chodź trochę znał łacinę! Personalitatem oznacza osobowość, a Restituo - zamienić! W książkach zawsze jest napisane, że nie zaleca się rzucanie tego zaklęcia, ponieważ ciężko jest je odwrócić! 
-Wszystko wiedząca Granger wytłumaczyła nam wszystko, więc możemy już iść? - zapytał Potter, znaczy Draco... Może tak: Draco w ciele Harrego... 
-Yyy  coś ci się chyba pomyliło bliznowaty... - spojrzał na niego z odrazą Blaise.
-Weeeź spierdalaj arystokrato od siedmiu boleści... Idziecie czy nie?! - krzyknął Harry... to znaczy Draco. 
-Merlinie...ale schiza... - skomentował Ron. 
-Nie ma to jak wysoce inteligenta odpowiedź rudzielcu... 
-Hej! Odpieprz się od Rona! - krzyknął Draco, stając przy tym u boku swojego przyjaciela... A w sumie to przyjaciela bruneta.
-Draco... Co ty? - zaśmiał się Nott.
-Co ja? - denerwował się Malfoy w ciele Potter, rzecz jasna.
-Dooobra... Co tu się, kurwa, dzieje? 
-O co Ci chodzi? -  ciało bruneta był na skraju wytrzymania.
-Wy dalej nie rozumiecie? - irytowała się Miona. - Twój przyjaciel, zamienił ich osobowości, to tak jakbyś wziął mózg Fretki i wsadził do głowy Harrego,  mózg Harrgo do jego. Już, troszkę jaśniej macie w główkach? - zapytała z pożałowaniem Hermi.
-Co ty gadasz szlamo... W życiu nie zamienił bym się mózgami z tym żałosnym stworzeniem... O ile on jakiś mózg posiada... - powiedziało dumnie ciało Gryfona.
-Masz i popatrz! - Pociągnęła za rękę Malfoya, a właściwie jego ciało i postawiła je przed brunetem.
-Jak to odwrócić? - zapytał zbyt spokojnie Draco. 
-Mówiłam, że bardzo ciężko, a stałe przeciw zaklęcie nie istnieje! 
-Mionka, proszę powiedz, że potrafisz!! - błagało ciało blondyna, a w nim Harry.
-Och... Merlinie... Nie poniżaj tak mojego pięknego ciała. Żebym błagał szlamę!?
-Stul pysk, albo potnę ci tą buźkę żyletką! - wkurzył się porządnie Harry. - To jak Miona?
-Przykro mi Harry, ale wątpię, że pomogę... 
-Goyle... Właśnie podpisałeś na siebie wyrok śmierci!! 
-Przepraszam stary... Ja nie miałem pojęcia jakie zastosowanie ma to zaklęcie.. Kiedyś gdzieś o nim czytałem... Chciałem ci tylko pomóc.. - bronił się.
-Kiepskie wytłumaczenie...- odpowiedział nazbyt spokojny ślizgon.
-Zanim zaczniecie się zabijać... Trzeba się zastanowić. - poinformowała ich Gryfonka lecz ktoś jej brutalnie przerwał.
-Och... Przymknij się wreszcie! Poradzimy sobie świetnie bez rad Panny Mądralińskiej! - odezwało się ciało Pottera.
-Nie mów do niej  w taki sposób! Gdybyś nie zauważył ona chce nam pomóc! - w obronie Granger staną Harry, w ciele Malfoya rzec jasna.
-No to co proponujesz? - powiedział przez zęby Draco.
-Chodźmy do biblioteki. - odpowiedziała jak gdyby to było oczywiste.
-Biblioteka... Stałe rozwiązanie... A nie przyszła Ci do głowy pomoc jakiegoś nauczyciela? - powiedział zniesmaczony Nott.
-Jeśli chcecie mieć przejebane za używanie nielegalnych zaklęć to droga wolna!
-Więc mam rozumieć, że zostaje tylko biblioteka... - zapytał retorycznie blondyn.
-Brawo Har.. Malfoy. Ugh... Chodźcie za mną.
-A dlaczego my nie? - zbulwersował się Blaise.
-No właśnie! - przyznali mu rację kumple.
-Ponieważ będzie nas za dużo, a znając wasze ograniczenia intelektualne, zaczniecie się kłócić, Pani Pince wywali nas, a my będziemy w czarnej dupie. A teraz idziemy. - zarządziła.
-Hermi, a ja? - zapytał niepewnie Ron.
-Zostajesz. Harr... Och.. cały czas mi się mylicie... Malfoy rusz łaskawie swoje cztery litery.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! - ciało bruneta skrzyżowało ręce na piersi, dając tym do zrozumienia, że nie zamierza się ruszyć.
-Więc spędzisz resztę swojego życia w ciele Harrego. - skwitował Ron.
-Ugrh... Już idę, idę...
-No i alleluja!
...
We trójkę weszli do biblioteki już trzy godziny temu i nadal nic. Szukali już chyba wszędzie, nawet w księgach, które były kompletnie na inny temat. Hermiona rzecz jasna nie dawała za wygrana i nadal wytrwale szukała. Harry w duchu dopingował swoją przyjaciółkę, a Malfoy jakieś pół godziny temu usiadł na jednym z krzeseł, nogi zarzucił na stół i przeglądał jakąś księgę zaklęć.
-Może byś się wreszcie ruszył! - wywarczał Harry w ciele Ślizgona.
-A co mam jeszcze twoim zdaniem robić? Siedzimy już tu Merlin jeden  wie ile i na razie nadal tkwię w tym twoim gryfońskim ciele. - przynajmniej seksownym... - dodał w myślach.
-Hermi... Może pójdziesz do Mcgonagall po pozwolenie, by przeszukać Dział Ksiąg Zakazanych.
-Chyba nie ma innego wyjścia... - poddała się Granger.
-Proponowałem to na samym  początku, ale nieee
-Malfoy.. Daruj sobie. - powiedziała zirytowana Gryfonka. - Idę, ale to na pewno zajmie mi trochę czasu... Dwa dni temu też brałam pozwolenie i jak ona mi nie da, będę musiała poprosić innego nauczyciela.... W każdym bądź razie siedźcie tu i spróbujcie się nie pozabijać. - skończywszy mówić, zabrała swoją szkolną torbę i ruszyła do wyjścia.
-Hm.. może zobaczymy jak ciało słynnego Chłopca-Który-Przeżył jest zbudowane... Nie wiedzieć czemu zawsze mnie to interesowało... - twarz Harrego uśmiechnęła się iście ślizgońskim uśmieszkiem, co było nietypowym widokiem.
-Nie odważysz się...
-Zakład? Najpierw trzeba się pozbyć tej szaty... - twarz Draco pozostała niewzruszona. - Teraz po kolei każdy guziczek... Jeden... Drugi...Trzeci...Czwarty...Piąty...Szósty...Siódmy...Mrr i po kłopocie..., a teraz odsłaniamy... Ooo Potii któż by przypuszczał, że pod tymi szmatami kryje się takie arcydzieło... Nie powinieneś się tak ukrywać...
-Malfoy... Tobie czytanie książek chyba na mózg się rzuca... - skomentował to Harry.
-Całkiem możliwe... A teraz czas na spodnie... - uśmiechnął się chyrze.
-Nie! - Harry rzucił się na swoje własne ciało.
-Hahaha ty na prawdę myślałeś, że to zrobię? Hahaha no nie mogę...
-Potter! Malfoy! Proszę natychmiast opuścić bibliotekę! I Panie Potter.. Proszę się ubrać z łaski swojej. - powiedziała zdegustowana bibliotekarka i udała się za swoje biurko. Chłopcy pozbierali się z podłogi, wzięli swojego rzeczy i udali się do wyjścia.
-Zadowolony? Przez ciebie nie znajdziemy przeciw zaklęcia, a bibliotekarka myśli, że robię w każdą sobotę robię striptiz w bibliotece! - krzyczał Harry.
-Chłopcze Złoty... Nie unoś się tak...
-Jesteś popieprzony...
-Możliwe, ale i tak wyszło na to, że to ty biegasz nago po bibliotece szkolnej. - cieszył się Draco.
-Śmieszne... Co teraz zrobimy?
-Noo Granger coś na pewno znajdzie..., a my możemy się gdzieś przejść.
-My? Razem?
-A co innego nam pozostało? Ja nie mam zamiaru się pokazywać w twoim ciele publicznie... Jeszcze by mnie domownicy zabili...
-W sumie to dobry pomysł. Chodźmy gdzieś... Może na błonia?
-Za dużo ludzi.. Chodźmy do Wierzy Astronomicznej, ona zawsze jest pusta.
-Dla mnie okej.
Jak postanowili, tak zrobili i po 10 minutach byli już na miejscu.
-Skąd wiedziałeś, że nikogo tu nie będzie? - zapytał zaciekawiony Gryfon.
-Z doświadczenia... tak to można ująć.
-Po co tu przychodzisz?
-Żeby oderwać się od przytłaczającej rzeczywistości...
-Co masz na myśli?
-Ech... Nie masz czasem takiej potrzeby by pobyć chwilę samemu..., wyciszyć się i oderwać od znajomych? No skąd.. Przecież twoje życie jest idealne... - parsknął Malfoy.
-Mogłoby się tak wydawać, ale doskonale cię rozumiem... Ja chodzę do Zakazanego Lasu. - przyznał się brunet.
-I to niby ja jestem popieprzony, Potter? Kto normalny łazi sam po Zakazanym Lesie?
-Nie przyszło mi nic lepszego do głowy. - ich rozmowę przerwała nadlatująca szkolna sowa.
-To chyba do ciebie Potti. - Harry odwiązał mały liścik, na co sowa fuknęła i odleciała.
-Od kogo to?
-Od Miony...


Gdzie wy jesteście?! Mniejsza z tym... Mam antidotum (chyba), więc ruszcie łaskawie swoje tyłki do biblioteki, a raczej przed...
Ps. Jak mogli tak szybko was z niej wywalić?!!
H.
-O co chodzi? 
-Hermiona ma antidotum. Chodź! - krzyknął uradowany Harry w ciele blondyna.
-Ale gdzie? 
-Przed bibliotekę! Szybko! 
-Niech ją Merlin błogosławi! - powiedział do siebie Draco i ruszył za swoim uradowanym ciałem.
...
-Hermiona! - przytuliło ją ciało Malfoya.
-Em... Dziwnie się czuję jak przytulasz mnie w tym ciele.
-Właśnie! Trochę szacunku Potter dla tego arystokratycznego ciała!
-Możecie przestać? Wypijcie to. - zarządziła Gryfonka.
-A co to? - zainteresował się Ślizgon. - Nie pachnie zachęcająco.
-Serio mam Ci teraz tłumaczyć cały skład?
- A jaką mam w ogóle pewność, że to zadziała?
-Yyy no... - brązowooka nie mogła się określić.
-To inaczej. Co się stanie jak to nie zadziała?
-Nie wiem. - wymamrotała cichutko.
-Co proszę? - Malfoy nadstawił ucho.
-Nie wiem! Wypij to po prostu, tylko zróbcie to równocześnie.
-Gdyby nie chodziło tu o taką ważną sprawę nigdy bym tego nie zrobił... - po tych słowach Ślizgon w gryfońskim ciele przyłożył małą fiolkę do ust i równocześnie z Harrym połknęli zawartość.
-Ekh... Nie żebym marudził czy coś, ale... Dlaczego wciąż patrzę na swoje własne ciało! - wkurw Dracona sięgnął zenitu. - I co? Panna Wszystkowiedząca teraz nagle milczy?! No powiedz coś!
-Myślałam, że to wystarczy... W książce brakowało jednej strony, ale miałam nadzieję, że to nieistotne...
-Haha, zabijcie mnie... - załamał się.
-Harry. Ja, ja przepraszam...
-To nie Twoja wina Miona - uśmiechnął się do niej pocieszająco Potter, co wyglądało dziwnie na twarzy Ślizgona.
-Potter, idziemy.
-A... ale jak to tak razem?
-Nie możemy się przecież tak pokazać!
...

Jest to pierwsza część one-shota ;) Mam sporo dylematów, jeśli chodzi o zakończenie, dlatego wstawiam pierwszą część teraz :>
Ja jeszcze raz bardzo przepraszam za taką nieobecność... Ale ja nawet nie wiem kiedy ten czas przeleciał :O
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta... :C
Ja Was nadal bardzo kocham i wielbię...
Proszę o komentarze :*
~Błagająca o wybaczenie Fenika :*